Lubię otaczać się drobiazgami, które poprawiają mi nastrój. Zagrzebać się pod kocem lub w pościeli i czytać, przeglądać pisma wnętrzarskie, szydełkować. Pod ręką sterta książek, która nigdy nie maleje, bo wiecznie coś nowego dokładam. Na stoliku nocnym kawa lub zielona herbata w mojej ulubionej filiżance XXL. Albo zimne piwo po długim, męczącym dniu. Czasem domowe ciasto, bo lubię piec słodkości, choć nie lubię potem wystawiać na próbę swojej silnej, czasem nie-silnej woli. Nieustannie towarzyszy mi motyw gwiazdki, która zdaje się pojawiać wszędzie, nie tylko w pokoju dzieciaków. Mam słabość do tekstyliów, którą stara się trzymać w ryzach mój rozsądek... i portfel. Uwielbiam tworzyć blaszki i wciskać je w każdy kąt, uśmiechać się czytając po raz n-ty ulubioną sentencję. Nie wyobrażam sobie domu bez kwiatów - z działu z roślinami w marketach trzeba mnie wyciągać siłą. Nie mogę się też oprzeć drewnianym dekoracjom - na widok deseczek, pieńków, skrzyneczek w połączeniu z roślinami od razu szybciej bije mi serce. Nauczyłam się nie gniewać na drewniane meble, na których każda chwila utrwala się jakąś rysą. Nastrojowe światła, latarenki, świece, które podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów grają pierwsze skrzypce w moim domu... Nie da się ukryć, że moim najbardziej ulubionym miejscem w domu jest sypialnia :-)
Właściwie nie napisałam nic, czego byście już o mnie nie wiedzieli, prawda? I założę się, że w większości też tak macie ;-) Uściski!







