10 kwietnia 2017

Pisanki, zajączki i świecznik adwentowy w nowej roli

W Wielkanoc nie szaleję z dekoracjami tak jak w Boże Narodzenie. Można powiedzieć, że na wiosnę rządzi u mnie minimalizm ;-) Wystarcza mi kilka gałązek z drzewek owocowych czy bazi, motyw króliczka i parę własnoręcznie zdobionych jajek.

Od dawna przymierzałam się do zrobienia czarno-białych dekoracyjnych jajek w stylu vintage (kolorowe jajka decoupage pokazywałam TUTAJ, a zeszłoroczne dekoracje możecie obejrzeć TUTAJ). W tym roku do wykonania wielkanocnego stroika postanowiłam wykorzystać świecznik adwentowy - trochę mchu, plasteliny, piórka i jajeczka z napisem EASTER wbite na wykałaczkę - po angielsku, bo słowo WIELKANOC ma za dużo liter jak na gabaryty świecznika ;-) Pozostałe jajka ozdobiłam tasiemkami. Oczywiście musiała pojawić się jakaś moja blaszka - nie namyślając się długo wykorzystałam motyw zajączka.

Co tu dużo gadać - zapraszam do obejrzenia zdjęć :-)

Życzę wszystkim radosnej Wielkanocy :-)


















28 lutego 2017

Nieśmiałe odliczanie...

Nie witam wiosny z otwartymi ramionami... cóż poradzić, że uwielbiam zimę! I kiedy podczas spaceru ujrzałam pierwszą paproć przeciskającą się przez śnieg pomyślałam, że mam jakieś omamy wzrokowe. Nie mogłam uwierzyć, że znowu będę musiała czekać cały długi rok na biel sypiącą się z nieba. I tak - nieśmiało i z rezygnacją - zaczęłam chować typowo zimowe dekoracje, a poduszkowy zwierzyniec i gwiazdki powędrowały do szuflady. Zostało jeszcze parę dekoracji, jak na przykład rogacze czy modrzewiowe gałązki, bo trudno mi się z nimi rozstać, ale kiedy przyjdzie pora, ustąpią miejsca króliczkom i baziom.
Nie szaleję z bukietami kwiatów, chyba że pod postacią jabłkowych róż czy kwiatów z faworkowego ciasta. Na serwetce wymalowałam liście monstery. A lniane poduszki (też ręcznie malowane przeze mnie w długie zimowe popołudnia) zdają się razem ze mną odliczać dni pozostałe do wiosny. Udało mi się też uszyć po raz pierwszy lniany wianek zaplatany w warkocz, uwidoczniony na zdjęciach. Zapraszam do oglądania :-)
















20 lutego 2017

Drewniana rustykalna taca DIY

Mam słabość do wszelkiego rodzaju tac, które pełnią u mnie funkcje nie tylko użytkowe, ale i dekoracyjne. Uwielbiam tworzyć wszelkiego rodzaju aranżacje z tacami w roli głównej. Do szczęścia brakowało mi jeszcze takiej rustykalnej, nieco podniszczonej, koniecznie z metalowym akcentem.

Mam takie dziwne skrzywienie, że od razu chciałabym zrealizować kilka projektów za jednym zamachem i trudno mi się zdecydować na ten jeden. Choć widziałam wiele tac, które mogłabym tak po prostu skopiować, bowiem szalenie mi się podobają, jednak ostatecznie i tak stworzyłam rzecz od początku do końca moją, nie kopiowaną, wykorzystując wszystko to, co akurat miałam pod ręką. I coś mi się zdaje, że nie jest to pierwsza taca, która wyszła spod moich rąk ;-)

Do wykonania tacy potrzebujemy:
  • listewek o szerokości 4cm - 10 sztuk o długości 32cm i 2 sztuki o długości 34cm
  • wodnej bejcy do drewna - nie rozcieńczałam bejcy dokładnie według instrukcji podanej na opakowaniu, do około 0,5 l wody dodałam proszku "na oko", ponieważ wyszłam z założenia, że lepiej jest pomalować deski kilkakrotnie i poprzestać na zabarwieniu, które mi odpowiada, niż od razu zabarwić je na bardzo ciemny kolor
  • cieniutkich gwoździ bez główki, które ładnie nam się schowają w drewnie - ja akurat miałam dość długie, więc trzeba je było ściąć do połowy cążkami
  • szczotki drucianej i papieru ściernego
  • lakieru bezbarwnego
  • opcjonalnie szablonu wyciętego z kartonu, czarnej farby, pędzelka gąbkowego
  • opcjonalnie ozdobnych narożników

Przycięte deski pomalowałam jeden raz bejcą, po przeschnięciu potraktowałam szczotką drucianą i przetarłam papierem ściernym. Następnie wybrałam kilka deseczek, które ponownie zabejcowałam, żeby miały ciemniejszy odcień, niż pozostałe - i znowu szczotka i papier ścierny. Na zdjęciu widoczna jest różnica w zabarwieniu deseczek tuż po bejcowaniu i obok - po potraktowaniu drucianą szczotką. Już w tym momencie efekt był zadowalający, więc pomalowałam całość lakierem bezbarwnym (uwaga! lakier przyciemnia kolor). Kolejny etap to żmudne przybijanie gwoździków (na całej długości bocznych ścianek, żeby konstrukcja była stabilna) i przybicie narożników. Dodatkowo zamarzyła mi się gwiazdka, więc na szybko wycięłam szablon i naniosłam farbę pędzelkiem gąbkowym.

Taca by nie powstała, gdyby nie zainspirowała mnie Dorota z bloga Baba Ma Dom, mistrzyni w kwestii postarzania drewna, której własnoręcznie zrobioną tacę, do której wzdychałam, można sobie obejrzeć TUTAJ.
A przepis na ślimaczki cynamonowe, które na stałe weszły do naszego menu znalazłam TUTAJ.
















17 lutego 2017

Haft "Cztery pory roku"

Zaniedbałam haftowanie. Zdradziłam je w zeszłym roku na rzecz szydełka. Zaczęty wianek (Dimensions - Wreath Of All Seasons) schowałam w kąt. Nie miałam weny, a co to za przyjemność zmuszać się do haftowania tylko dlatego, że gdzieś czai się myśl o niedokończonej pracy. Poczekałam cierpliwie na długie zimowe wieczory i nawrót "zespołu niespokojnych rąk". Chęci wróciły, skończyłam wianek, zaczęłam nowy haft. Najbardziej lubię ten moment, kiedy zaczynam wyszywać kontury, a spod igły wyłania się kompletny wzór pełen szczegółów. Dzisiaj będzie kolorowo :-)

















26 stycznia 2017

Lustro w stylu rustykalnym DIY

Witam Was cieplutko po długiej przerwie - mam nadzieję, że tęskniliście :-) W końcu udało mi się pogodzić wenę z pogodą sprzyjającą robieniu zdjęć i przedstawiam Wam dzisiaj efekty mojej i męża współpracy - lustro o jakim od dawna marzyłam.

Na jesieni, jak już wiecie, zrobiłam mały remont kuchni i przedpokoju, pozbywając się przy tym ikeowskich luster naklejanych na ścianę, które już mi się całkiem opatrzyły. Doskonale wiedziałam, czego chcę zamiast nich i było pewne, że lustro zrobię sama, bo ceny gotowych były jak dla mnie za wysokie. Ale jakoś nie mogłam się zmobilizować.. A potem, jak to w życiu bywa (przynajmniej w moim!), w ostatnim tygodniu przed Świętami, w przerwach między pieczeniem ciastek postarzałam deski. Tym sposobem nie musiałam się martwić o nadmiar kalorii, które miałam spożyć przy świątecznym stole, bo ręczne szlifowanie i machanie drucianą szczotką (na przemian i kilkakrotnie!), bejcowanie i lakierowanie to była naprawdę ciężka fizyczna praca! Lustro mogło powstać wcześniej, ale dechy kupione w markecie okazały się krzywe jak diabli, co na jakiś czas zniechęciło mojego męża do jakichkolwiek prac manualnych. W końcu pojechał do tartaku, kupił towar pierwsza klasa, zbił ramę, a ja mogłam zacząć działać z obdrapywaniem, dłubaniem i niszczeniem tego, co on zrobił ;-)

Mój przedpokój jest ciemny, bardzo nieustawny, do tego dochodzi podłoga, z która na chwilę obecną nie mogę nic zrobić. Ale robię co mogę, żeby przynajmniej po części to pomieszczenie było takie, jak sobie wymarzyłam. I ogromnie mnie cieszy fakt, że wszystkie meble i dekoracje zrobiłam własnoręcznie - sama przerabiałam i malowałam wieszak, siedzisko dębowe i szafkę na buty, kolorowe dziecięce lampki przerobiłam na łańcuch świetlny z piłeczek pingpongowych, uszyłam poduszkę na siedzisko i namalowałam na niej ręcznie napis, no i blaszki oczywiście też moje! A lustro to już taka wisienka na torcie - no powiem nieskromnie, że jest piękne, nadal nie mogę się na nie napatrzeć.

Jeśli też Wam się takie marzy - działajcie śmiało!
W razie pytań jestem do dyspozycji!

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba. I do następnego...! Ściskam!

PS. Nie licząc własnej pracy, lustro kosztowało nas w granicach 80-90zł ;-)
















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...