Tak to w życiu bywa, że nie zawsze pozwalamy sobie na małe przyjemności. A zwłaszcza matki tak mają, jestem najlepszym tego przykładem. Od jakiegoś czasu zbieram piątaki do skarbonki na jakieś tam moje "must have", nad którym zresztą sto razy się zastanawiam, zanim kupię, aż w końcu ktoś sprzątnie mi sprzed nosa ostatnią sztukę... I ostatecznie kupka piątaków maleje z powodu zakupu czegoś zupełnie innego, głównie rzeczy dla dzieciaków, bo dziwnym trafem w tym przypadku matka ma jakoś więcej zdecydowania. Nie żeby mi to nie sprawiało przyjemności, zawsze się cieszę na widok uśmiechniętych buziek, ale czasem bym chciała bez skrupułów pomyśleć tylko o sobie i sama sobie sprawić prezent, o jakim od dłuższego czasu marzę... A jak nie kupię to przynajmniej daję moim marzeniom szanse, żeby się spełniły i chętnie biorę udział w konkursach, i o dziwo czasem się nawet udaje!
W ostatnich dniach odebrałam kilka przesyłek z cudowną zawartością. Pierwsza z cottonkami, które zamówiłam za wygrane w konkursie bony - i tym sposobem przedłużyłam swój stary łańcuch cottonków i wzbogaciłam go o nowe kolory. Druga z gałeczkami wygranymi w konkursie u Gosi - są przepiękne, koniecznie muszę zamówić jeszcze kilka podobnych porcelanowych gałek do kuchni!
Są takie dekoracje, które kupiłabym bez zastanowienia, ale okazuje się, że są wykupione, niedostępne albo nie takie jak sobie wyobrażałam. Wtedy czekam z nadzieją, że jednak gdzieś pojawi się ta ostatnia sztuka, może z drugiej ręki, albo coś podobnego (tak było na przykład z paterką). I tutaj pojawia się trzecia przesyłka...
To dopiero niesamowita historia! Przesyłka przyszła do mnie od Joasi, z którą w ogóle nie znałyśmy się wcześniej. Poprosiłam ją o przysługę i ta dobra duszyczka nie dość, że spełniła moją prośbę, wysyłając mi rzecz, która nie była u mnie dostępna i gdyby nie ona, to nie miałabym szans, żeby to dorwać, to jeszcze przysłała mi cudowną postarzaną literkę! Okazało się, że tworzy takie cuda z mężem, więc zajrzyjcie do niej, może akurat coś Wam wpadnie w oko?
I tym sposobem drewniana literka zapisana na mojej liście "must have" nieoczekiwanie trafiła do moich rąk. Podobnie jak metalowy domek, który wołał do mnie ze sklepowej wystawy kwiaciarni, obok której bardzo, ale to bardzo rzadko przechodzę (zwykle przejeżdżam tamtędy samochodem). I podobnie jak mięciutki koc w gwiazdki z Pepco - wybrałam się po czerwony z myślą o Świętach, a kupiłam brązowy, przypominający niedostępny już w sprzedaży, mój wymarzony brązowy pled w gwiazdki Ib Laursena.
Słowem - warto dawać sobie szansę, warto brać udział w konkursach, warto wierzyć w ludzi :-) I tak sobie teraz gniazduję, dekoruję, uśmiecham się... I chyba zacznę grać w totka ;-)
A jeśli chcielibyście mieć u siebie jedną z moich blaszek, zapisujcie się na moje rozdanie, zostały jeszcze 2 dni! I trzymajcie kciuki za siebie :-) Powodzenia!
A jeśli chcielibyście mieć u siebie jedną z moich blaszek, zapisujcie się na moje rozdanie, zostały jeszcze 2 dni! I trzymajcie kciuki za siebie :-) Powodzenia!









