Śmiało mogę powiedzieć, że znad morza wróciłam do piekła. Ufff, jak tu gorąco! Przynajmniej moje nowe blaszki wpisały się w klimat, bo gdzie jak nie w łazience pod zimnym prysznicem jest teraz najprzyjemniej? ;-) Tak, tak, dalej męczę te blaszki, co ja poradzę, że lubię je robić? Zaczęłam przed urlopem, teraz kończę, choć prawdę mówiąc nic mi się kompletnie nie chce, rozleniwiłam się. W głowie siedzą prace do skończenia i nowe projekty, a ja czekam na jakiś zastrzyk energii.
Przynajmniej pogoda nam się udała, choć nad morzem wysoka temperatura aż tak nie doskwiera, momentami było mi wręcz zimno :-P Uwielbiam zachody słońca nad morzem, każdy jest niepowtarzalny, spójrzcie na fotki! My akurat nie wyruszaliśmy w tym roku poza zachodnią plażę, odpuściliśmy latarnię, rejsy statkiem i snucie się po promenadzie, bo ileż można, w końcu w Kołobrzegu byliśmy już chyba piąty raz (pora zmienić lokalizację ;-)). Dlatego zachody słońca były dla nas główną atrakcją ;-)
Będąc w Kołobrzegu nie mogłam nie odwiedzić słynnej hurtowni z pierdółkami i tym sposobem zamiast muszelek przywiozłam wazonik i dwie ściereczki kuchenne. "Drzewo do lasu wozi..." - skwitował mój M. Wpadajcie do mnie na Instagram, żeby być na bieżąco :-)











