Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto zobaczyć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto zobaczyć. Pokaż wszystkie posty

17 października 2016

Do widzenia, do wiosny...

Ten wrześniowy dzień dostaliśmy w prezencie, jakby z góry było wiadomo, że to ostatnie spotkanie z Tatrami w tym roku. Kiedy obejrzycie zdjęcia, być może zrozumiecie, jak wielka będzie moja tęsknota w czasie kolejnych kilku miesięcy. Jedna z najpiękniejszych tras w Tatrach  - a czy w ogóle jakakolwiek trasa w Tatrach nie jest piękna? W każdym razie moja ulubiona: Ciemniak - Krzesanica - Małołączniak - Kondracka Kopa. Zwłaszcza pod koniec lata i jesienią. Nie chce się schodzić ze szczytów... W takim razie... do widzenia, do wiosny...!

Życie nie składa się tylko z sumy oddechów, lecz z chwil,
które zapierają nam dech w piersiach...























31 sierpnia 2016

Wspomnienie z wakacji - Pieniny

Są takie miejsca, w których czuję, że mogłabym tam zostać na zawsze. I do tych miejsc należą niewątpliwie Pieniny. W tym roku zamiast morza wybraliśmy góry i to był zdaje się bardzo rozsądny wybór, bo plaże ponoć były całkowicie oblężone. Szkoda tylko, że w Pieninach byliśmy tak krótko, bo nie starczyło nam czasu na wszystkie atrakcje - dopiero na miejscu okazało się, że jest ich całe mnóstwo! Złaziliśmy sporo, małe nóżki nieźle się wymęczyły. Ale taki był nasz cel - spędzić ten czas aktywnie. W pierwszy dzień zaliczyliśmy Trzy Korony i Sokolicę. W drugi dzień wybraliśmy się w przepiękną, ale dość długą trasę od Wąwozu Homole, przez Wysoką, Wysoki Wierch i Palenicę, aż do Szczawnicy. Trzeciego dnia odpoczywaliśmy, zwiedzając Niedzicę i Czorsztyn. Ach, żal było wracać!

Te momenty, kiedy z zachwytu widokami wstrzymywałam oddech i po drodze zazdrościłam krowom (!), które pasły się na stokach niczym ich alpejskie koleżanki, z równie cudowną miejscówką...

I te wieczory pełne magii, spędzone przy ognisku, ze świerszczami grającymi tak niesamowicie głośno...

A do tego Tatry na wyciągnięcie ręki...

Nie da się ukryć, że zostawiłam tam swoje serce.


















29 lipca 2016

Nie lubię Kasprowego...

Nie lubię Kasprowego. Za te tłumy na szczycie. Za chłopaka młodszego ode mnie, który narzeka, że kolejka nie wjeżdża na sam wierzchołek. Za panienki w sandałkach planujące "wyskoczyć" na Świnicę. Za pędzące echem w doliny krzyki turystów zza wschodniej granicy, czujących się w tym miejscy "jak pany". Za... ech! Całe szczęście, że to wszystko rekompensują te bajeczne widoki!

Do tej pory traktowałam Kasprowy Wierch jako szczyt pośredni na trasie, jednak na początku lipca był celem samym w sobie, ponieważ postanowiliśmy wytargać w Tatry syna. Dla niego był to najwyższy szczyt, jaki do tej pory zdobył.

Biorąc pod uwagę stopień trudności wspinaczki, mogę Wam polecić cztery rodzaje wycieczek zahaczających o Kasprowy Wierch. Żeby zorientować się, jak wygląda trasa, wystarczy zajrzeć na stronę mapa-turystyczna.pl, wpisać początek i koniec trasy, a następnie dodać punkty pośrednie jak niżej:

  • łatwa - Kuźnice - Dolina Jaworzynki - Hala Gąsienicowa - Murowaniec (tutaj można zboczyć kawałek ze szlaku i podziwiać Czarny Staw Gąsienicowy) - Kasprowy Wierch i zejście do Myślenickich Turni i dalej do Kuźnic;
  • średnia - Kuźnice - Hala Kondratowa - Kondracka Przełęcz i dalej szczytami na Kasprowy; zejście do wyboru: przez Myślenickie Turnie lub przez Halę Gąsienicową do Kuźnic;
  • trudna - początek jak przy trasie łatwej, potem Kasprowy - Świnica - Zawrat; zejście do wyboru: przez Halę Gąsienicową do Kuźnic lub do Doliny Pięciu Stawów;
  • najtrudniejsza - łączymy wycieczkę średnią i trudną ;-) (swego czasu pokonałam ten szlak i zakończyłam dzień wędrówki w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów i była to najpiękniejsza wycieczka w moim życiu);

Jak to zwykle w Tatrach bywa, pogoda bywa kapryśna. Przywitała nas tego dnia najpierw mżawką i chmurami, by po krótkim przystanku w Murowańcu zachęcić do dalszej wędrówki wyglądającym spoza chmur słońcem. Popołudnie było już cudownie słoneczne, co zresztą widać na zdjęciach. Mam nadzieję, że zachęcą Was one do zaplanowania wycieczki na Kasprowy :-)





















21 czerwca 2016

W górach jest wszystko co kocham...

Trzy tygodnie minęły od mojej wycieczki na Babią Górę, a ja dopiero teraz znajduję chwilkę, żeby podzielić się z Wami skromną relacją. Wiecie, że ten blog składa się z moich pasji, więc jakże mogłabym nie napisać o górach, nie podzielić się zdjęciami? Zresztą zawsze będę to powtarzać, że żadne zdjęcie nie odda piękna krajobrazu (niestety!), tego trzeba doświadczyć na własne oczy!

Ostatnio wszystkie górskie wyprawy planuję wziąwszy pod uwagę możliwości moich dzieciaków - tym razem córka się zbuntowała i wolała zostać z babcią, ale myślę, że spokojnie by sobie poradziła. Trasa nie jest trudna. Już po półgodzinie możemy zachwycać się powoli wyłaniającymi się zza drzew widokami na okolicę. Babia Góra składa się z wielu wierzchołków, grzbietów i przełęczy, czyli po godzinie trudniejszej wspinaczki czeka nas wręcz spacerek raz w górę, raz w dół, aż do Diablaka, czyli najwyższego wierzchołka tego masywu. Na temat nazwy Babiej Góry krąży wiele legend, ale chyba najbardziej słuszne jest porównanie kapryśnej pogody do babskich nastrojów. My trafiliśmy akurat na fantastyczną pogodę  - trochę chmur przy wchodzeniu i słoneczko na szczycie. Jako że dzień wcześniej turysta został na szczycie porażony śmiertelnie piorunem, z niepokojem wypatrywaliśmy oznak zbliżającej się burzy. Pierwsze grzmoty dobiegły nas, gdy schodziliśmy już do schroniska. Sporo ludzi jednak parło w górę, nie zważając na zagrożenie...

Żegnam się na chwilę i życzę miłej wirtualnej wędrówki ;-)


















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...