Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty

8 kwietnia 2015

Wymarzona paterka...


Dobrych kilka miesięcy temu wpadła mi w oko przecudnej urody paterka... Sęk w tym, że nigdzie nie mogłam takiej dorwać - tak już mam, że jak coś mi się spodoba zaraz się okaże, że wycofane z produkcji i niedostępne :-( Paterki na owoce i tak potrzebowałam, ale poszukiwania tej idealnej były długie i bezowocne. Kilka już nawet mi się spodobało, jednak każda miała jakiś minus... Ciągle miałam nadzieję, że jednak trafi mi się TA JEDYNA. I wiecie co? Czasem naprawdę szczęście mi sprzyja :-) Trafiłam na nią przypadkiem i kupiłam bez chwili wahania!




Inna sprawa, że prezentowała obraz nędzy i rozpaczy, co pokazuję na ostatnim zdjęciu. Poprzednia właścicielka używała tej paterki jako świecznika! Paterka cała była śliska od wosku i na dodatek pomalowana z wierzchu dziwną farbą (nie zdziwiłabym się, gdyby to był lakier do paznokci, samo malowanie powierzchni nie oczyszczonej to dla mnie istna zgroza grrr!). Po zdarciu grubej warstwy wosku z farbą i wyszlifowaniu miałam zamiar pomalować ją na biało, ale spodobały mi się te odrapania, więc pozostawiłam trochę oryginalnego koloru, pomalowałam tylko to, co było konieczne.

I oto jest. Ta wymarzona :-)










21 marca 2015

Metamorfoza listownika

Oswajanie kącika do pracy nadal trwa. Jakiś czas temu w Pepco dorwałam listownik - spodobał mi się jego kształt, ale już w momencie zakupu wiedziałam, że go przemaluję, bo jak dla mnie wyglądał zbyt grzecznie. Dla mnie musiał być bardziej sponiewierany ;-) Do malowania znowu użyłam farb kredowych - skoro jeszcze zostało, to trzeba je jakoś spożytkować, nie? Marzy mi się cały zestaw kolorystyczny, to dopiero bym zaszalała, ech!



Dzisiejsze światło zachęciło mnie do pstrykania fotek i wyszło ich całkiem sporo, zresztą sam obiekt był ciekawy do fotografowania. Nie ma jeszcze u mnie zbyt wielu akcentów wiosennych, zamiast króliczków nadal króluje Ruda pilnująca orzeszków. Ale jak by nie było - sam kolor kuchni wnosi u mnie sporo wiosennej energii, i to przez cały rok :-)

Kolejne posty na pewno już będą w klimatach wiosennych i wielkanocnych - zapraszam!





8 marca 2015

Oswoić kącik do pracy

Zamiast kwiatków na Dzień Kobiet mam dla was trochę zdjęć, mam nadzieję inspirujących ;-) Dla mnie, mimo choróbska, ten dzień okazał się wyjątkowy, bo wygrałam swoje pierwsze candy, ale o tym jeszcze napiszę...

Dziś pokazuję mój kącik do pracy - i do relaksu jak by nie było ;-) Miejsce do pracy wykroiłam z kawałka sypialni i po przebudzeniu widzę właśnie ten kącik, więc tym bardziej miał wywoływać pozytywne odczucia i cieszyć oko ;-) Nie będę się wypowiadać na temat osób, które rozplanowały podział mieszkania, od razu widać, jak trudno coś sensownego wymyślić w miejscu za drzwiami (po przeciwnej stronie znajduje się zabudowana szafa). Ikeowski regał  i stolik idealnie wpasowały się wymiarami w to miejsce, choć trafiły tutaj zupełnie przypadkowo i tymczasowo. Marzył mi się sekretarzyk, ale stwierdziłam, że w moim przypadku sprawdzą się jedynie meble przystosowane do charakteru mojej pracy, a ja nie pracuję niestety na malutkim zgrabnym laptopie, który na sekretarzyku mógłby wyglądać nawet uroczo ;-) Tak więc w planach pozostaje wymiana stolika, a póki co mam namiastkę sekretarzyka, czyli mebel pełen szufladek, które teraz już czekają na zapełnienie i podpisanie :-)



Dawno marzyła mi się komoda biblioteczna - kto też o tym myślał wie, jak trudno zdobyć takie cudo w sensownej cenie. A ja nie byłabym sobą, gdybym nie włożyła w to trochę pracy ;-) Z malowania krzesła (które było na pierwszym miejscu jeśli chodzi o metamorfozę kącika do pracy) zostało mi trochę farb kredowych, które po prostu uwielbiam i za każdym razem zachwycam się nimi na nowo. Na pomalowanie regału wystarczyło mi po 100 ml farby jasnoszarej i grafitowej, a więc są niezwykle wydajne! Problemem było znalezienie odpowiednich uchwytów, z którymi dzielnie walczył mój M. Tabliczka z napisem w końcu trafiła na swoje miejsce (wcześniej zdobiła przedpokój). Nie wiem czy bluszczowi spasuje to miejsce, ale taki świeży akcent był mi tutaj potrzebny - tutaj w osłonce zrobionej dawno temu przeze mnie z papierowych rurek i zabejcowanej na kolor orzecha. Na zdjęciu również szydełkowa poszewka wykonana z babcinych kwadratów - moje pierwsze dzieło wykonane na szydełku zeszłego lata!

Wszystkiego najlepszego w Dniu Kobiet! :-)

5 listopada 2014

Farby kredowe w decoupage

Tak jak wspomniałam we wcześniejszym poście - farby kredowe są idealne do decoupage'u, ja sama uwielbiam z nimi pracować :-) Efekty wykorzystania tych farb przedstawiam dzisiaj.

Na pierwszy ogień trafia deska kuchenna - dwustronna, z sentencjami. Była przeznaczona na prezent... Wzorek, który wyszedł spod pędzla i szablonu, przypomniał mi stary sposób bielenia i zdobienia ścian  na wsi za pomocą ozdobnego wałka, dlatego zdecydowałam, że ta deska zostaje ze mną ;-)


Pojawił się też u mnie kolejny chustecznik, też zrobiony na szaro. Motyw z aniołkami może już trochę oklepany, bo jest to popularna serwetka, jednak taki chustecznik mi się zamarzył i koniec. Są to pierwsze aniołki w moim wnętrzu (aniołów córki nie liczę ;-)). Trzy odcienie farby, przybrudzenia i oczywiście porcelanowe spękania.


Tymczasem u mnie już robi się świątecznie - o tym następnym razem. Kiedyś drażniło mnie wystawianie dekoracji bożonarodzeniowych zaraz po 1 listopada, ale tak lubię atmosferę przedświąteczną, że niechże już sobie trwa jak najdłużej ;-) Tylko pogoda w tym roku trochę się nie dopasowała - za oknem piękne słońce od kilku dni i +20 stopni!

3 listopada 2014

Kredowe love ;-)

Ha! Wiedziałam że na dłuższą metę nierealne jest dodawanie postów codziennie ;-)

Dzisiaj będzie o przygodzie z farbami kredowymi.

Oczywiście nie dowiedziałabym się o czymś takim gdyby nie moje wielkie pragnienie posiadania wymarzonego krzesła do kącika komputerowego. Otóż krzesło o którym mowa okazało się być wytworem pewnej znanej marki, a więc kosztowało sporo, około 900zł, a dla mnie taki wydatek na krzesło to przesada. Ale jak się człowiek uprze... Szukałam, szukałam i wyszukałam... używane. Nieważne, że mocno wyeksploatowane - ważne że wymarzone i 10-krotnie taniej! Nie zastanawiałam się ani chwili. Prawdę mówiąc miałam już na niego plan i dłużej zajęło mi... wybieranie odcienia farb kredowych. Marki nie zdradzę bo to nie jest post sponsorowany ;-)



To było mój pierwszy kontakt z farbami kredowymi. I jestem zauroczona. Jako maniaczka decoupage chętnie wykupiłabym wszystkie kolory - gdyby nie ta cena, ech!



Co do krzesła - prawie nie było szlifowania. Mówię "prawie", bo jednak trzeba było uzupełnić ubytki kitem do drewna i wyrównać gdzieniegdzie papierem ściernym. Malowanie to była po prostu bajka. Pierwsza warstwa (ciemniejsza) nakładała się jednak łatwiej (śliskie drewno) niż druga (jaśniejsza). Myślę że w pewnym stopniu jaśniejsza farba wpijała już w pierwszą warstwę farby. Przy szlifowaniu było trochę pyłu, ale za to jakie cudne przetarcia wyszły! Całość polakierowałam.



Ostatecznie samo malowanie kosztowało mnie około 35zł (farby są baardzo wydajne).

Reszta farby została do dekupażowych cudów. Efekty tych prac niebawem :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...