W tym roku lato nas nie rozpieszcza, to fakt. I ten fakt trochę mnie drażni, pomimo że należę do tych zimnolubnych, co to wolą jesień i zimę. Doskwiera mi to najbardziej z dwóch powodów: ze względu na dzieciaki, które kiszą się w wakacje w domu i nic tylko snują się po domu, żebrząc o tablet i niesprzyjające warunki do łażenia po górach. Tak poza tym jakoś daję radę z tą pogodą, zgodnie z sentencją:
Boże! Proszę, daj mi siłę,
abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę;
odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę
i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.
Co zrobić, żeby wytrwać w deszczowe dni? Rozpieszczajmy się sami! Najlepsze efekty daje łączenie przyjemności. Można by rzec, że trzy to minimum. Dlatego skupię się na trzech moich sposobach. Po pierwsze - zajmij się czymś pożytecznym. Po kilku miesiącach przeprosiłam szydełko i zaczęłam dziergać nowy kocyk w miętowym kolorze. Mam nadzieję wyrobić się do jesieni i będzie w sam raz, żeby otulić się w długie wieczory. Po drugie - wypróbuj nowy przepis na ciasto. Dodaj do niego ulubione owoce i spróbuj się rozgrzeszyć tłumaczeniem, że nawet jeśli co nieco pójdzie w boczki, to przy okazji dostarczysz sobie witamin i błonnika. Po trzecie - zrób sobie prezent. Ja od dawna wzdychałam do desek - rogaczy i kiedyś-tam postanowiłam, że upoluję go sobie sama w ramach prezentu urodzinowego. Odpowiednio wcześniej, żeby dotarł do mnie na czas. Akurat tak trafiłam, że rogacze miały właśnie trafić do sklepu, więc dotarł do mnie dość szybko i mogę się nim cieszyć już teraz, miesiąc przed urodzinami ;-)