Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poduszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poduszka. Pokaż wszystkie posty

14 marca 2018

Powoli witam wiosnę

W tym roku ferie przywitały nas śniegiem i tęgim mrozem - dzieciaki skorzystały, bo w końcu mogły pojeździć na sankach (miałam napisać, że mogły pobiegać na świeżym powietrzu, ale w zimie to rzecz wątpliwa, zważywszy na to, że mieszkamy w pobliżu najbardziej zasmogowanych miast w Polsce).

Powoli budzę się z zimowego otępienia, pożegnałam już zimową kurkę i kozaki (mam nadzieję, że śniegi już nie wrócą na Wielkanoc!). Stopniowo wprowadzam wiosenne akcenty. Wystarczyło przearanżować przestrzeń i pochować jelonki i szyszki. Wróciły miętowe dodatki, pojawiły się zajączki, wydziergałam kwiecistą poduchę. Nie ma zbyt wielu nowości oprócz paru drobiazgów z Pepco, które wyjątkowo przypadły mi do gustu, wszak uwielbiam sukulenty (muszę sobie sprawić parę nowych w miejsce tych, które mi zmarniały przez zimę).

Ciągle mam w głowie kilka zmian, które chcę wprowadzić zwłaszcza w dużym pokoju, ale zastanawiam się, czy nie lepiej najpierw zrobić wielkiego remontu, a zanosi się na niego od dawna. I marzy mi się biblioteczka, bo moja witrynka już nie zmieści więcej książek. O zmianach - jeśli dojdą do skutku - na pewno się dowiecie :-)














23 grudnia 2017

W świątecznym klimacie

W tym roku nie dałam się wciągnąć w wir świątecznych przygotowań. Owszem, przygotowałam kilka dekoracji, ubrałam choinkę, upiekłam kilka rodzajów ciastek.. Prezenty zamówiłam już pod koniec listopada, żeby uniknąć nerwówki i nie wyglądać niespokojnie przez okno w oczekiwaniu na kuriera. Nawet nie miałam weny do dekorowania pierniczków, zostawiłam tę zabawę dzieciakom. Dom w miarę ogarnięty, bez szorowania wszystkich kątów i bez mycia okien, które i tak za chwilę będą brudne, bo zamiast śniegiem, Święta witają nas deszczem. Czasem w głowie utknie parę nutek świątecznego przeboju.. All I want for Christmas.. W tym roku to, czego najbardziej chcę, to spokój. Zaszyć się w swojej norce, nadrobić zaległości książkowe, posłuchać muzyki, pospacerować, jak pogoda dopisze. Ogólnie rzecz biorąc, luzik i chillout. Make my wish come true.. Czasem trzeba się nauczyć odpuszczać..

Magicznych Świąt Kochani!














11 grudnia 2017

Poduszki świąteczne ręcznie malowane

Jak zwykle co roku rozglądam się za ciekawymi dekoracjami świątecznymi. Trudno mi znaleźć coś, do czego zapałałabym nagłą chęcią posiadania. Może zrobiłam się bardziej wybredna? Albo bardziej świadoma swoich wyborów? Wiem, co lubię, co będzie mi pasować do wnętrza, z czym będę się czuła dobrze. Dlatego też często patrzę w sklepie na przedmioty pod kątem przeróbek, których będę musiała się podjąć, żeby sprostały moim wymaganiom. Ostatnio chętnie biorę się za rękodzieło - skoro nie mogę upolować nic fajnego, to najlepiej zrobić coś własnoręcznie. Tym sposobem zmalowałam parę rzeczy na lnie - większy obrus w gwiazdki i parę poduszek. Jeden z motywów na pełno kojarzycie z pewnej sieciówki, poduszki te rozchodziły się jak ciepłe bułeczki, sama je miałam w koszyku i dumałam, czy aby na pewno będą mi pasować. Niestety kolorystyka nie odpowiadała mi zupełnie, dlatego postanowiłam sama sobie taką zrobić, na lnie, z pomponikami, jedyną w swoim rodzaju. Zgapiłam motyw, przyznaję, ale w tej wersji o wiele bardziej mi się podoba ;-) Maniaczki poduszek, bierzcie się do dzieła, technikę malowania na tkaninie pokazałam Wam TUTAJ i TUTAJ. Pozdrawiam Was cieplutko!

















20 listopada 2017

W blasku świec

Choć uwielbiam jesień i zimę za długie wieczory, za możliwość nicnierobienia bez wyrzutów sumienia i klimat, który możemy wokół siebie wyczarować rozpalając świece i lampki, zawsze o tej porze roku odczuwam wielki spadek endorfin. Kiedy nie ma co liczyć na długie górskie wycieczki lub jazdę na rolkach, po których wymęczę się tak, że zasypiam w momencie zetknięcia z poduszką, ratuję się i dostarczam sobie przyjemności na tyle, ile jest to możliwe w danym momencie. Ciemne i bure dni sprawiają, że instynktownie próbuję wywlec te molekuły emocji na światło dzienne. Mam ochotę co chwila piec jakieś słodkości - ta czynność co najmniej z trzech powodów może poprawić człowiekowi nastrój: zapach, słodki smak i satysfakcja z własnoręcznie wykonanych wypieków. Jako że nie posiadam kominka (marzenie!), wprowadzam się w błogi nastrój rozpalając świece. A wiecie, że wpatrywanie się w płomień świecy jest formą medytacji? Pozwala się wyciszyć i pozbyć negatywnych emocji. Morał z tego jest taki, trzeba po prostu dać się ponieść pierwotnym instynktom, żeby przetrwać ten okres braku słońca i nie dać się chandrze.

Tych parę fotek niech będzie pamiątką po mojej tegorocznej jesieni, bo już najwyższy czas pomyśleć o stroiku adwentowym i wyciągnąć zimowe poduszki. Do następnego!














22 września 2017

Gniazdowanie czy hygge?

Nadszedł mój ulubiony czas, kiedy to najlepiej zaszyć się w domu, siedzieć w ciepełku, kiedy za oknem ziąb i od kilku dni bezustannie leje. Nagle nachodzi nas potrzeba doświetlania się na różne sposoby, wyciągamy lampki, świeczniki, uzupełniamy zapasy świec. Szukamy po szafkach czegoś słodkiego albo bierzemy się za wypróbowywanie nowych przepisów na ciasta. Sięgamy po książki lub oglądamy filmy przy kubku aromatycznego grzańca. I przepraszamy koce za to, że tak długo musiały leżeć bezużytecznie na dnie szafy. To czas, kiedy największe triumfy święci Hygge. I tak się właśnie zastanawiam, czy warto się spierać, jak nazwać to zjawisko? Gniazdowanie czy hygge? Czy jeszcze inaczej. Czy to moda? Nie sądzę. To zawsze było i siedziało w nas nienazwane, bo nikt u nas tak genialnie nie określił tych wszystkich przyjemności jednym słowem. A może ktoś jednak je wymyślił, a ja go nie znam? A Wy znacie?

Jestem hedonistką, nie da się ukryć. (No cóż, raz się żyje! Carpe diem!) Ale momentami się kontroluję, głównie jeśli chodzi o słodycze - to dlatego, żeby rok moich wyrzeczeń nie poszedł na marne; poza tym lubię siebie, kiedy jest mnie teraz mniej, no i powyrzucałam już z szafy większe rozmiary, więc nie ma zmiłuj ;-) Ale co do książek to jest jakieś poważne uzależnienie, to musi być jakaś jednostka chorobowa. Książki chyba pączkują w nocy na moim stoliku nocnym i lada dzień (znaczy noc) zwalą mi się na głowę. A nie stoją od parady, czytam namiętnie, tylko.. nie nadążam ;-)

Ostatnio mam szczęście do cudownych opowieści, a jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam, są "Magiczne lata" Roberta McCammona.

"Nikt tak naprawdę nie dorasta. Ludzie mogą wyglądać dorośle, ale to tylko pozory. To glina, która oblepia ich z biegiem czasu. Mężczyźni i kobiety w głębi serca są wciąż dziećmi. Nadal chcieliby się bawić i skakać, ale glina im na to nie pozwala. Mają ochotę zrzucić kajdany, jakie nałożył im świat, zdjąć zegarki, krawaty i niedzielne buty i chociaż przez jeden dzień potaplać się na golasa w sadzawce."

Ta książka to jak powrót do dzieciństwa, kiedy to wszystko jest możliwe.. można rozwinąć skrzydła i latać, a rower może być zaczarowany i łypać na nas porozumiewawczo żółtym okiem reflektora. Momentami przezabawna (śmiałam się na głos), bywa i smutna, kiedy w życiu głównego bohatera, Cory'ego, pojawia się tematyka śmierci. I bardzo wzruszająca. Szkolne problemy i kłótnie z rówieśnikami, stworzenia nie z tego świata i szczypta magii, a nawet wątek kryminalny! W dodatku McCammon ma cudowny dar opowiadania dokładnie tak jak King. Uwielbiam!

(McCammon jest również autorem innej równie godnej polecenia książki "Łabędzi śpiew").

Na koniec jeszcze pochwalę się, jaką niespodziankę zrobił mi mąż i po kryjomu zrobił mi sznur z żarówek. Miałam chrapkę na taki sznur z Ikei, ale jak na złość nie było go na stanie przez kilka miesięcy. Kiedyś pokazałam mężowi tutorial Izy i zanim zagnałam go do roboty, girlanda była gotowa :-)






















23 sierpnia 2017

DIY Poduszka na napisem ręcznie malowana

Dawno nie było u mnie DIY ;-) Przy okazji malowania kolejnych poduszek postanowiłam stworzyć dla Was mały, szybki tutorial.

Już kiedyś pokazywałam Wam jeden z moich sposobów malowania na tkaninie, a konkretnie nanoszenia motywu, który pokrywamy farbą KLIK. Metoda, której nie polecam migrenowcom ;-) W przypadku dużych, prostych motywów możemy się posłużyć kalką maszynową, odrysować wzór (przy prostych liniach pomagałam sobie linijką) i wypełnić kontury farbą. Używamy do tego maluteńkiego pędzla i w razie konieczności troszkę rozcieńczamy farbę wodą. Tkanina może się lekko pofałdować, ale to nic nie szkodzi, przecież będziemy i tak utrwalać farbę żelazkiem. Kiedy farba wyschnie, możemy jeszcze poprawić niedoskonałości, nakładając gdzieniegdzie farbę ponownie. Tym samym sposobem namalowałam literki na girlandzie. Na moim profilu instagramowym zamieściłam krótki filmik z malowania - zobaczcie, jakie to banalnie proste i wyciszające zajęcie. Krótko mówiąc: chillout ;-)















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...