Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

9 października 2017

Trzy przepisy na moje ulubione muffinki

Ilekroć na Instagramie wrzucę zdjęcie własnoręcznie upieczonych słodkości, dostaję zapytania i prośby o przepis. W sumie nie dziwię się, sama tak robię ;-) Kiedy najdzie mnie ochota na coś słodkiego do kawy, najczęściej sięgam po nieskomplikowane przepisy, na przykład na muffinki. Dzisiaj podzielę się z Wami przepisami na muffinki szpinakowe (cudowne mokre szpinakowe ciasto i malinowy krem to duet idealny), bananowe z czekoladą i pomarańczowe (o mocnym pomarańczowym aromacie).




Muffinki szpinakowe

Składniki na 8 szt:
1 1/4 szkl. mąki
1/2 szkl. cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 jajko
3/4 szkl. mleka
1/3 szkl. oleju
1 duża garść szpinaku

Szpinak umyć, porządnie osuszyć i zblendować. Mokre składniki dodać do suchych, piec 25-30 min. w 180 stopniach (najlepiej piec w foremkach silikonowych). Pyszne z gotową masą malinową (1/2 opak. plus 250 ml śmietanki). Można troszkę ściąć czubki muffinek i pokruszyć na keksach ze śmietanki (lub poświęcić na posypkę 1 muffinkę).




Muffinki bananowe

3 dojrzałe banany
100g masła roztopionego
2 jajka
150g cukru
1 cukier waniliowy
1 1/2 łyżeczki proszku
260g mąki tortowej
50g czekolady mlecznej
50g czekolady gorzkiej

Jaja ubić z cukrami. Banany rozgnieść widelcem i dodać roztopione masło, potem mąkę z proszkiem, posiekaną w kosteczkę czekoladę i ubite jajka.
Piec w 180 stopniach 20-25 min. (ciasto na więcej niż 12 sztuk)




Muffinki pomarańczowe

250g mąki
100g cukru
1 cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
skórka otarta z 1 pomarańczy
8 łyżek oliwy
1/2 szkl. mleka
1/2 szkl. soku z pomarańczy
1 jajo

 Do suchych składników dodać mokre i wymieszać.
Piec około 16 min. w 200 stopniach.

Smacznego! :-)




14 lipca 2017

Rozpieszczajmy się sami ;-)

W tym roku lato nas nie rozpieszcza, to fakt. I ten fakt trochę mnie drażni, pomimo że należę do tych zimnolubnych, co to wolą jesień i zimę. Doskwiera mi to najbardziej z dwóch powodów: ze względu na dzieciaki, które kiszą się w wakacje w domu i nic tylko snują się po domu, żebrząc o tablet  i niesprzyjające warunki do łażenia po górach. Tak poza tym jakoś daję radę z tą pogodą, zgodnie z sentencją:

Boże! Proszę, daj mi siłę,
abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę;
odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę
i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.

Co zrobić, żeby wytrwać w deszczowe dni? Rozpieszczajmy się sami! Najlepsze efekty daje łączenie przyjemności. Można by rzec, że trzy to minimum. Dlatego skupię się na trzech moich sposobach. Po pierwsze - zajmij się czymś pożytecznym. Po kilku miesiącach przeprosiłam szydełko i zaczęłam dziergać nowy kocyk w miętowym kolorze. Mam nadzieję wyrobić się do jesieni i będzie w sam raz, żeby otulić się w długie wieczory. Po drugie - wypróbuj nowy przepis na ciasto. Dodaj do niego ulubione owoce i spróbuj się rozgrzeszyć tłumaczeniem, że nawet jeśli co nieco pójdzie w boczki, to przy okazji dostarczysz sobie witamin i błonnika. Po trzecie - zrób sobie prezent. Ja od dawna wzdychałam do desek - rogaczy i kiedyś-tam postanowiłam, że upoluję go sobie sama w ramach prezentu urodzinowego. Odpowiednio wcześniej, żeby dotarł do mnie na czas. Akurat tak trafiłam, że rogacze miały właśnie trafić do sklepu, więc dotarł do mnie dość szybko i mogę się nim cieszyć już teraz, miesiąc przed urodzinami ;-)













24 grudnia 2016

Pierniczki, świąteczne klimaty i życzenia

Muszę Wam powiedzieć, że zaciasteczkowałam się przed Świętami. Wzięłam na siebie pieczenie ciastek, a to oznacza zrobienie takiej ilości, żeby wystarczyło dla nas, dla mamy i dla brata, który bierze też słodkości do przyszłych teściów. No namęczyłam się, trzeba przyznać, ale nie bez przyjemności... no lubię to, co tu dużo gadać. I lubię ozdabiać pierniczki, chociaż tyle czasu to zajmuje, a potem szkoda je zjadać, a najlepiej dać od serca komuś bliskiemu. Ale to tak naturalnie wprowadza w klimat świąteczny - dom pachnie korzennymi przyprawami, włączam sobie świąteczne piosenki, popijam kawkę i relaksuję się malując lukrem zawijasy na pierniczkach. Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie zaskoczyła ilość serduszek przy tych moich pierniczkach, no bo przecież nie zajmuję się tym zawodowo! I ilość zapytań - muszę chyba zorganizować jakieś warsztaty w przyszłym roku ;-) Dość gadania, zostawiam Was ze zdjęciami i świątecznymi życzeniami :-)


Jest taka noc, bardzo ciepła, choć grudniowa...
Jest taka noc, kiedy na świat przychodzi
Maleńka Miłość.
Jest taka noc, kiedy wszyscy łączymy się,
śpiewając kolędy, dzieląc się opłatkiem.
I takie życzenia, które zanosimy do Miłości
i Ona je spełnia...

Życzę Wam spełnienia tych życzeń.

 ~ Aneta ~























14 grudnia 2015

Zapach Świąt - pierniczki

Każdego roku jeden grudniowy dzień poświęcam na pieczenie pierniczków. Nie szkodzi, że właściwie znikają jeszcze przed Świętami... Dzieciaki zawsze mają przy tym mnóstwo radości, ja zresztą też, odkąd zaczęłam bawić się w lukrowanie. I cóż, że do ideału dużo im brakuje, bo przy dekorowaniu kilku pierniczków nie zdążę dojść do wprawy - i tak mi się podobają i są niesamowicie fotogeniczne. A ten cudowny zapach unosi się w całym domu jeszcze kilka dni po pieczeniu!

Przy okazji pieczenia pierniczków postanowiłam (można by rzec, że to będzie takie noworoczne postanowienie ;-)) zacząć zbierać foremki do ciasteczek, żeby już ich nie pożyczać ciągle od mamy i dorobić się w końcu własnej kolekcji.

A moje zeszłoroczne pierniczki możecie zobaczyć TUTAJ. Uściski!





















23 sierpnia 2015

Naleweczka wiśniowa i tort wiśniowo-czekoladowy

Dzisiejszy post będzie nietypowy, bo pełen słodkości. Nie jestem żadnym mistrzem cukiernictwa, ale są pewne rzeczy, które wychodzą mi całkiem nieźle. Piekę raczej okazjonalnie - moim guru jest moja Mama, która eksperymentuje co weekend i podrzuca nam swoje wypieki, więc gdybym i ja miała piec, kto by to wszystko mógł pochłonąć? Czasem jednak mnie nachodzi wena i uprzedzam ją od razu, że tym razem to ja przyjdę ze słodkościami. I tak było właśnie w ten weekend.

Okazją do tego są moje urodziny, które wypadają już za parę dni - to mi przypomina zawsze, że już jesień do nas pędzi, moja ulubiona pora roku zresztą... Zabrałam się za ulubiony tort wiśniowo-czekoladowy, a jeśli lubicie piec, na pewno ucieszy Was ten wpis, bo przepis podaję poniżej.

Podobno najpyszniejsza jest masa z jajek ubijanych na ciepło - no cóż, ja lubię ułatwiać sobie życie, więc tym razem wykorzystałam gotową masę czekoladową. I poszalałam jak nigdy z wszelkimi dodatkami Dr Oetkera, w końcu osiemnastkę ma się tylko raz! ;-) Z rozpędu upiekłam też muffinki, szybko udekorowałam różowym lukrem, perełkami i motylkami - trzeba było widzieć minę dzieciaków na widok tych babeczek!

Do naponczowania tortu najlepsza będzie nalewka wiśniowa, a do polewy czekoladowej - pokrojone wiśnie z tejże nalewki. Oczywiście zamiast tego można użyć wódki i namoczonych w wódce rodzynek. Ale na przyszłość polecam zrobić do takich właśnie celów naleweczkę ;-) W tym roku już z wiśniami będzie kiepsko, ale na przyszły rok przepis się przyda.

Nalewka wiśniowa:

Płuczemy wiśnie (nie pestkujemy) i napełniamy 4-litrowy słoik, następnie wlewamy 0,5 l spirytusu oraz 0,5 l wódki. Codziennie mieszamy i potrząsamy słoikiem. Najlepiej, żeby słoik stał w ciepłym miejscu. Po 2-3 tygodniach odcedzamy alkohol do butelek, a wiśnie zasypujemy 1 kg cukru. Wstrząsamy słoikiem przez kolejne 2 tygodnie ;-) Znowu odcedzamy - ja zwykle mieszam słodki syrop z z odlanym wcześniej alkoholem - i znowu zasypujemy cukrem. Powtarzamy mieszanie przez 2 tygodnie. Powstały teraz syrop odlewam i wykorzystuję do tortów, podobnie jak wiśnie, które znowu lekko przesypuję cukrem.

Tort wiśniowo-czekoladowy:

6 jajek
12 łyżek cukru
9 łyżek mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody
krem czekoladowy Dr Oetker
(przygotować według przepisu na opakowaniu)

Do białek dodaję trochę soli, żeby szybciej się ubiły, następnie ubijam pianę z cukrem. Do żółtek dodaję proszek i sodę, i mieszam, następnie wlewam do piany i lekko mieszam. Przesiewam do tego mąkę i kakao, i znowu mieszam. Przelewam do blaszki i ostukuję, żeby uciekły bąbelki powietrza. Piekę około 35 minut w 180 stopniach.

Polewa czekoladowo-wiśniowa:

1 czekoladę gorzką i 1 czekoladę mleczną roztapiamy w kąpieli wodnej, dodajemy 100g miękkiego masła i mieszamy z pokrojonymi wiśniami (lub rodzynkami moczonymi wcześniej w alkoholu). Studzimy.

Biszkopt dzielimy na 3 części i ponczujemy, przekładamy masą, na wierzch polewa z wiśniami. Smacznego!
Mnie już na sam widok tych zdjęć ślinka cieknie ;-)






 











22 grudnia 2014

Świąteczne pierniczki :-)

Jak zwykle z opóźnieniem, ale inaczej nie da rady, cóż począć :-/

Pierniczki pojawiły się dopiero wczoraj, a i tak nie wiem, czy jakieś dotrwają do Świąt, bo znikają błyskawicznie! W tym roku robiłam z przepisu A. Starmach, są pycha! Nie ma to jak konsekwencja w doborze świątecznej kolorystyki - jak biało-czerwona, to pierniki też :-)



Dzieciaki też miały radochę, zwłaszcza przy oblizywaniu paluszków z ulubionej cukierkowej posypki. Ich pierniczki też wyglądają apetycznie.



I pomyśleć, że choinkę już mam od 6 grudnia, a jeszcze nie zdążyłam pokazać! Tak, tak, ponad 2 tygodnie! To taka nasza rodzinna tradycja, że ubieramy w okolicy Mikołajek, żeby móc jak najdłużej nacieszyć się choinką i chłonąć świąteczną atmosferę :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...