Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cegła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cegła. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2017

Bedroom stories

Dzisiaj na tapecie moja sypialnia :-) I tutaj znowu nie spodziewajcie się szczególnej metamorfozy, chociaż mam parę pomysłów, które nie dają mi spokoju i chętnie zrobiłabym małą rewolucję.

Kiedy zaczyna się sezon na truskawki, przechodzę na dietę truskawkową - czyli pochłaniam takie ilości truskawek, aż nie będę mogła na nie patrzeć aż do następnego sezonu. Kocyk, książka, zdrowa przekąska - to dla mnie zestaw idealny. To właśnie w sypialni spędzam większość czasu, więc staram się dbać o detale, które dodatkowo umilą mi chwile z książką.

Jakiś czas temu uszyłam sobie lniane poszewki z falbanką, a stare szafki nocne w kolorze orzecha częściowo przemalowałam, przetarłam brzegi i ozdobiłam uchwytami. Tutaj również pojawiają się miętowe dodatki - ulubiony durszlak, wielki kosz na koce, czy biedronkowy kubek, który ujął mnie grafiką, kolorem, a najbardziej wielkością (żeby nie odrywać się od lektury duża ilość herbaty jak najbardziej wskazana).

Na moim stoliku nocnym piętrzy się stosik, który jakoś nie chce zmaleć, zwłaszcza po tym, gdy kierowana impulsem odwiedzę bibliotekę miejską. Postanowiłam na razie nie uszczuplać zawartości skarbonki, dopóki mój stosik nie zmaleje, ale zrobiłam wyjątek dla kolejnej części sagi "Kwiat paproci". Dużo humoru ze sporą dawką mitologii słowiańskiej, jak dla mnie nasz rodzimy odpowiednik sagi "Zmierzch". I tak sobie myślę, że gdyby ktoś podjął się sfilmowania serii, a najlepiej nie kto inny jak Tomek Bagiński (patrz: legendy allegro - uwielbiam!) to byłby nasz najlepszy towar eksportowy. Najlepsza obsada, polska muzyka i efekty na miarę najlepszych amerykańskich filmów. Ech, rozmarzyłam się... Co do serii - polecam przeczytać ją w całości. Ja nie mogłam się powstrzymać, więc na wypadek, gdybym co nieco zapomniała, robiłam sobie krótkie streszczenia czekając na następny tom. Po "Żercy" ukaże się kolejny tom "Przesilenie", na który już czekam z niecierpliwością :-)
















31 października 2015

Magia Cotton Balls

Jakiś czas temu prosiłam Was o głosy w konkursie na najlepsze ręcznie wykonane cotton balls. Bezkonkurencyjne okazały się cottonki wykonane na szydełku - pomimo że nie przypominały oryginalnych kulek owijanych bawełnianą nitką, zachwyciły mnie niezmiernie. Po raz kolejny żałowałam, że nie lubimy się z szydełkiem i cokolwiek by nie powstało z naszej współpracy, zawsze jest to jednorazowy wyskok. Jeśli chcecie je zobaczyć i spróbować swoich sił, fotki i instrukcja do ich wykonania znajdują się TUTAJ.

W każdym razie ku memu zaskoczeniu jako finalistka w nagrodę otrzymałam bon na zakupy od Cotton Ball Lights. I tu zaczynają się schody, bo muszę Wam się przyznać, że jestem okropnie niezdecydowana. Już drugi tydzień zastanawiam się, czy wybrać coś spośród gotowych zestawów, czy zestaw skomponowany samodzielnie. Kiedy już metodą prób i błędów okiełznałam aplikację do skonfigurowania własnego zestawu (co okazuje się zresztą fajną zabawą!) byłam już całkiem zdezorientowana...

O mojej miłości do cotton balls pewnie już zdążyliście się przekonać. Chęć posiadania tych kulek zmotywowała mnie do wykonania ich samodzielnie z muliny, a post z instrukcją ciągle jest bardzo popularny! Jakiś czas temu pojawiły się nawet w Biedronce co dla mnie oznacza, że nie wychodzą z mody i są nadal pożądaną dekoracją w naszych domach. I w zasadzie nie ma się temu co dziwić - zdobią każdy kąt, a zapalone wieczorami dają przyjemne, rozproszone światło, któremu dałam się uwieść od pierwszej chwili. Przy czym o ile moje ręcznie robione cottonki zawieszone na ikeowskim ledowym sznurze na baterie świecą dość jasno, tak oryginalne kule świecą na nim dość blado, dlatego korzystam z oryginalnego kabla - wierzcie mi, różnica jest ogromna!

Moje kule z muliny niezmiennie zdobią przedpokój, komponując się z lawendowymi okiennicami i fioletową ścianą w kuchni, natomiast drugi zestaw krąży po domu - raz wisi na karniszu w sypialni, innym razem zdobi półkę nad telewizorem albo kąt z kanapą... W te jesienne wieczory wręcz nie mogę doczekać się zmroku - świeczka, koc, herbatka z imbirem i świecące kule to mój zestaw obowiązkowy :-) Mój zestaw liczy zaledwie 10 kul, a cieszę się nim jak dziecko - pomyślcie, jaki niesamowity efekt można uzyskać wieszając u siebie łańcuch z 50 kulami, a takie również są dostępne na stronie Cotton Ball Lights! Wrzucam dla Was kilka fotek z moimi kulami - mam nadzieję, że udało mi się choć trochę oddać magiczny nastrój, jaki tworzą.











Szukając idealnego zestawu kolorystycznego nowych kulek przygotowałam łańcuch w takich kolorach , które już posiadam, a nuż się komuś spodoba takie połączenie :-)




Taki zestaw powędruje do pokoju maluchów - dla nich, o dziwo, mój wybór był bardzo szybki ;-)



A takie zestawy biorę pod uwagę i nie mogę się zdecydować ;-)








Na koniec mam dla Was niespodziankę - przez cały listopad na hasło 

blogiwnetrzarskieCBL

otrzymacie 10% zniżki na zakupy na stronie Cotton Ball Lights.







29 czerwca 2015

Nie mogłam się powstrzymać... kolejna Ruda!

Ten motyw po prostu musiał pojawić się u mnie na poduszce! Ruda jest niesamowita, na dodatek w moim ukochanym stylu vintage, spójrzcie sami - czyż nie jest cudna? Zrobiłam dwa transfery - jeden z nitro, drugi z olejkiem lawendowym i wybrałam ten ostatni, bo wyszło ciut bardziej wyraźnie.

Obok motywu ananasa we wnętrzach do tej pory przechodziłam obojętnie, widziałam parę fajnych cudeniek w tym kształcie, ale nie miałam jakiegoś parcia, żeby to coś musowo posiadać. Dopóki nie pojawił się ON. Jakby czekał właśnie na mnie ;-)

Wrzucam parę kadrów z sypialni, gdzie kolejna Ruda zamieszkała i przy okazji zwróćcie uwagę na te dwa piękne świeczniki, którym darowałam nowe życie - wyobraźcie sobie to szlifowanie z nieszczęsnej akrylowej farby, moje paznokcie po tym wszystkim błagały o manicure!

Pozdrawiam wakacyjnie!













5 lutego 2015

No i gdzie ta Ruda?

Skoro są "Wydziwianki Rudej" to musi być Ruda, prawda? ;-)

Ruda byłam dawno temu, ale przezwisko przylgnęło na dobre. Ostatnio mam w planach częściowy powrót do tego koloru, być może nadejście wiosny będzie takim bodźcem do zmiany. Póki co cieszmy się zimą (ja uwielbiam taką prawdziwą zimę i nie przeszkadza mi nawet odśnieżanie samochodu) i skupmy się na innej Rudej.



Tak, to ten tajemniczy gość, o którym wspominałam TUTAJ . Trochę dawno, ale lepiej późno niż wcale, wiadomo jak to jest, kiedy na nic czasu nie starcza...

Wiewiórka została przeniesiona na bawełnianą surówkę cyfrowo w zaprzyjaźnionej drukarni, następnie uszyłam podusię. Miała ożywić moją sypialnię, która zrobiła się bardzo stonowana po remoncie i dodatkowo po ubraniu pościeli w szarości. W pewnym sensie rekompensuje mi również brak soczystego pomarańczowego koloru, który gościł w mojej sypialni przez wiele lat (szczerze mówiąc tęsknię za tym). Podobno kolor pomarańczowy nie jest wskazany do sypialni - ja czułam się z nim bardzo dobrze, wnętrze było ciepłe, energetyczne, a jeszcze promyki zachodzącego słońca wpadające przez okna potęgowały to wrażenie.


Do sypialni przywędrowały z przedpokoju wyhaftowane przeze mnie miniaturki obrazów Klimta.



Przy okazji pokazuję zdjęcia sypialni zrobione kilka lat temu. Parawan indyjski pożegnałam nie bez żalu, ale po latach zrozumiałam, że inne style są mi bliższe, a sypialnia odbiegała znacznie od reszty mieszkania.



Na drugim końcu sypialni znajduje się mój kącik do pracy, który planuję niebawem sensownie zagospodarować.


3 stycznia 2015

Noworocznie i CBL

Dzisiaj chcę się pochwalić nagrodą, którą wygrałam w konkursie świątecznym w Skrzydlatej Chatce! Wspominałam o tym m.in. TUTAJ.

Wszystkim, którzy na mnie głosowali WIELKIE DZIĘKI! :-)
Jeszcze nigdy nie dostałam tylu cudnych prezentów pod choinkę, a cottonki były na mojej liście marzeń :-)



Nie lubię okresu poświątecznego... Po Nowym Roku zawsze czuję się tak, jakbym zaczynała wszystko od nowa, z czystą kartą - uczucie dziwne i niefajne. Odżywam dopiero na wiosnę, albo... w każdy słoneczny dzień.
Ostatnio permanentnie nie mam czasu - praca, robienie spóźnionego kalendarza dla dzieciaków (spóźnienie to coroczna "tradycja" ;-)) oraz... gry planszowe. To nasza rodzinna mania, lubię ten czas spędzony razem, choć często rozgrywki kończą się bekiem małych przegrywających. Ale nie należę do mam, które pozwalają dzieciom ciągle wygrywać - uczą się, że raz szczęście sprzyja, innym razem nie.
W tym roku Mikołaj chyba stwierdził, że byłam jednak choć trochę grzeczna ;-) Dostałam ukochaną grę, która kojarzy mi się z dzieciństwem, początkami dojrzewania i fascynacji filmami fantasy i grozy. Pierwszy raz w nią zagrałam ponad dwadzieścia lat temu, zanim jeszcze usłyszałam o "Hobbicie" i trylogii "Władca pierścieni", po których przepadłam całkowicie (a to z kolei zanim je zekranizowano :-)). Chyba nie trzeba wspominać, gdzie spędzałam jeden ze świątecznych wieczorów przez ostatnie 3 lata? ;-)

Teraz w przerwach między graniem w Farmera, Monopoly My Little Pony czy La Cucaracha dzieciaki patrzą jak grają rodzice i powoli wkraczają w świat Magii i Miecza.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...