Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

1 września 2017

W górach jest wszystko co kocham

Wiecie już bardzo dobrze, że góry to mój żywioł. I te mniejsze w Beskidzie Śląskim i Żywieckim, które odwiedzamy najczęściej, i te większe, jak Pieniny, gdzie wybraliśmy się w zeszłym roku. Moi drodzy obserwatorzy z Instagrama wiedzą też, że w tym roku udało nam się spędzić tydzień w Tatrach. Pogoda udała nam się jak nigdy (wszak w Tatrach pogoda bywa kapryśna), a więc plany wycieczkowe zrealizowaliśmy w 100%. Jeśli jesteście ciekawi, gdzie się szwendaliśmy z dzieciakami, odsyłam Was na mój instagramowy profil ;-) Zawsze powtarzam, że żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać piękna gór, tej przestrzeni, gry światła, gdy promienie słońca chowają się za chmurami i pojawiają to tu, to tam.. Choć pstrykam fotki nieustannie i wracam do nich tęskniąc w zimie za tymi wędrówkami, to zupełnie nie to samo.

"(...) i przed turystą otwiera się widok tak nieprawdopodobny, że brak mu tchu, gubi się i nie wie, na czym zatrzymać wzrok; a twarz owiewa chłodny wiatr, osuszając pot, usuwając zmęczenie i przywracając zdolność postrzegania.
Przenika cię świadomość własnej przemijalności, kruchości, daremności w porównaniu ze spokojnym, niemal wiecznym ogromem tego, co widzisz przed sobą. Potem próbujesz uwięzić i wsadzić do złotej klatki choć cząstkę tego przeżycia, zrobić fotografię. Wyjmujesz swój idiotyczny tani aparacik, ustawiasz go i stwierdzasz z zakłopotaniem, że obiektyw obejmuje tylko maleńki prostokącik bezgranicznej przestrzeni, jaka się przed tobą rozpościera. Przesuwasz bezradnie celownik z jednego szczegółu na drugi, ale gdzie tam! - temu wspaniałemu obrazowi jest ciasno nawet w polu twojego widzenia, a dziesięć na piętnaście, rozmiary standardowej pocztówki, będą na tyle małe, że nie warto nawet próbować go tam wcisnąć."
/"Czas zmierzchu" Dmitry Glukhovsky/

Kiedy człowiek zmordowany wchodzi na najwyższy szczyt i marzy tylko o tym, żeby usiąść, dać odpocząć nogom, napawać się pięknym widokiem, uzupełnić zapasy energii i napić się kawy wleczonej w termosie, idealnie sprawdzają się metalowe, emaliowane kubki. Dlatego nie mogłam się oprzeć kubkom Pauliny, uwielbiam je i wlokę teraz ze sobą wszędzie ;-)

Z myślą o mojej miłości do gór powstały też blaszki, jakże by inaczej!

PS. Na tej łące z widokiem na Tatry, kiedy trawy zażółciły się od promieni zachodzącego słońca, kiedy nad Giewontem pojawił się już księżyc w pełni, świerszcze zaczęły swój wieczorny koncert, a w powietrzu unosił się zapach siana, poczułam, że to jest moje miejsce na ziemi :-)















17 października 2016

Do widzenia, do wiosny...

Ten wrześniowy dzień dostaliśmy w prezencie, jakby z góry było wiadomo, że to ostatnie spotkanie z Tatrami w tym roku. Kiedy obejrzycie zdjęcia, być może zrozumiecie, jak wielka będzie moja tęsknota w czasie kolejnych kilku miesięcy. Jedna z najpiękniejszych tras w Tatrach  - a czy w ogóle jakakolwiek trasa w Tatrach nie jest piękna? W każdym razie moja ulubiona: Ciemniak - Krzesanica - Małołączniak - Kondracka Kopa. Zwłaszcza pod koniec lata i jesienią. Nie chce się schodzić ze szczytów... W takim razie... do widzenia, do wiosny...!

Życie nie składa się tylko z sumy oddechów, lecz z chwil,
które zapierają nam dech w piersiach...























31 sierpnia 2016

Wspomnienie z wakacji - Pieniny

Są takie miejsca, w których czuję, że mogłabym tam zostać na zawsze. I do tych miejsc należą niewątpliwie Pieniny. W tym roku zamiast morza wybraliśmy góry i to był zdaje się bardzo rozsądny wybór, bo plaże ponoć były całkowicie oblężone. Szkoda tylko, że w Pieninach byliśmy tak krótko, bo nie starczyło nam czasu na wszystkie atrakcje - dopiero na miejscu okazało się, że jest ich całe mnóstwo! Złaziliśmy sporo, małe nóżki nieźle się wymęczyły. Ale taki był nasz cel - spędzić ten czas aktywnie. W pierwszy dzień zaliczyliśmy Trzy Korony i Sokolicę. W drugi dzień wybraliśmy się w przepiękną, ale dość długą trasę od Wąwozu Homole, przez Wysoką, Wysoki Wierch i Palenicę, aż do Szczawnicy. Trzeciego dnia odpoczywaliśmy, zwiedzając Niedzicę i Czorsztyn. Ach, żal było wracać!

Te momenty, kiedy z zachwytu widokami wstrzymywałam oddech i po drodze zazdrościłam krowom (!), które pasły się na stokach niczym ich alpejskie koleżanki, z równie cudowną miejscówką...

I te wieczory pełne magii, spędzone przy ognisku, ze świerszczami grającymi tak niesamowicie głośno...

A do tego Tatry na wyciągnięcie ręki...

Nie da się ukryć, że zostawiłam tam swoje serce.


















21 czerwca 2016

W górach jest wszystko co kocham...

Trzy tygodnie minęły od mojej wycieczki na Babią Górę, a ja dopiero teraz znajduję chwilkę, żeby podzielić się z Wami skromną relacją. Wiecie, że ten blog składa się z moich pasji, więc jakże mogłabym nie napisać o górach, nie podzielić się zdjęciami? Zresztą zawsze będę to powtarzać, że żadne zdjęcie nie odda piękna krajobrazu (niestety!), tego trzeba doświadczyć na własne oczy!

Ostatnio wszystkie górskie wyprawy planuję wziąwszy pod uwagę możliwości moich dzieciaków - tym razem córka się zbuntowała i wolała zostać z babcią, ale myślę, że spokojnie by sobie poradziła. Trasa nie jest trudna. Już po półgodzinie możemy zachwycać się powoli wyłaniającymi się zza drzew widokami na okolicę. Babia Góra składa się z wielu wierzchołków, grzbietów i przełęczy, czyli po godzinie trudniejszej wspinaczki czeka nas wręcz spacerek raz w górę, raz w dół, aż do Diablaka, czyli najwyższego wierzchołka tego masywu. Na temat nazwy Babiej Góry krąży wiele legend, ale chyba najbardziej słuszne jest porównanie kapryśnej pogody do babskich nastrojów. My trafiliśmy akurat na fantastyczną pogodę  - trochę chmur przy wchodzeniu i słoneczko na szczycie. Jako że dzień wcześniej turysta został na szczycie porażony śmiertelnie piorunem, z niepokojem wypatrywaliśmy oznak zbliżającej się burzy. Pierwsze grzmoty dobiegły nas, gdy schodziliśmy już do schroniska. Sporo ludzi jednak parło w górę, nie zważając na zagrożenie...

Żegnam się na chwilę i życzę miłej wirtualnej wędrówki ;-)


















24 maja 2016

O rzut beretem: Rysianka

Łąki, pola rzepaku, brzęczące od uwijających się pszczół kwitnące drzewa owocowe.
Zaskroniec jak patyk pod nogami.
Śpiew ptaków, spokój, łagodny wietrzyk na twarzy i zapach siana.
Kałuże pełne kijanek i żaba bez jednej nogi.
Nogi prowadzą jak nakręcone, głębokie bolesne oddechy, jakby płuca miały pęknąć jak nadmuchiwany balon.
Pierwsze odciski, zmęczenie mięśni i zapach słońca na skórze.
Myśl, że to moje miejsce na ziemi.
Ostatnie dziesięć minut do celu.
W oddali Babia Góra, bliżej Pilsko, doskonała widoczność.
W końcu nagroda, ośnieżone szczyty Tatr w oddali.
I już tęsknisz wiedząc, że za parę chwil szlak w dół zbocza zaprowadzi cię w doliny.



















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...