Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpokój. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2017

Lustro w stylu rustykalnym DIY

Witam Was cieplutko po długiej przerwie - mam nadzieję, że tęskniliście :-) W końcu udało mi się pogodzić wenę z pogodą sprzyjającą robieniu zdjęć i przedstawiam Wam dzisiaj efekty mojej i męża współpracy - lustro o jakim od dawna marzyłam.

Na jesieni, jak już wiecie, zrobiłam mały remont kuchni i przedpokoju, pozbywając się przy tym ikeowskich luster naklejanych na ścianę, które już mi się całkiem opatrzyły. Doskonale wiedziałam, czego chcę zamiast nich i było pewne, że lustro zrobię sama, bo ceny gotowych były jak dla mnie za wysokie. Ale jakoś nie mogłam się zmobilizować.. A potem, jak to w życiu bywa (przynajmniej w moim!), w ostatnim tygodniu przed Świętami, w przerwach między pieczeniem ciastek postarzałam deski. Tym sposobem nie musiałam się martwić o nadmiar kalorii, które miałam spożyć przy świątecznym stole, bo ręczne szlifowanie i machanie drucianą szczotką (na przemian i kilkakrotnie!), bejcowanie i lakierowanie to była naprawdę ciężka fizyczna praca! Lustro mogło powstać wcześniej, ale dechy kupione w markecie okazały się krzywe jak diabli, co na jakiś czas zniechęciło mojego męża do jakichkolwiek prac manualnych. W końcu pojechał do tartaku, kupił towar pierwsza klasa, zbił ramę, a ja mogłam zacząć działać z obdrapywaniem, dłubaniem i niszczeniem tego, co on zrobił ;-)

Mój przedpokój jest ciemny, bardzo nieustawny, do tego dochodzi podłoga, z która na chwilę obecną nie mogę nic zrobić. Ale robię co mogę, żeby przynajmniej po części to pomieszczenie było takie, jak sobie wymarzyłam. I ogromnie mnie cieszy fakt, że wszystkie meble i dekoracje zrobiłam własnoręcznie - sama przerabiałam i malowałam wieszak, siedzisko dębowe i szafkę na buty, kolorowe dziecięce lampki przerobiłam na łańcuch świetlny z piłeczek pingpongowych, uszyłam poduszkę na siedzisko i namalowałam na niej ręcznie napis, no i blaszki oczywiście też moje! A lustro to już taka wisienka na torcie - no powiem nieskromnie, że jest piękne, nadal nie mogę się na nie napatrzeć.

Jeśli też Wam się takie marzy - działajcie śmiało!
W razie pytań jestem do dyspozycji!

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba. I do następnego...! Ściskam!

PS. Nie licząc własnej pracy, lustro kosztowało nas w granicach 80-90zł ;-)
















21 października 2016

Jesienne klimaty

Jesień... W końcu mogę powiedzieć: "Mam czas..." Dla bliskich i dla siebie. Odkurzamy planszówki, dogadzamy sobie słodkościami, okopujemy się pod kocami, uzupełniamy zapasy ulubionych zimowych herbatek. Dywan leży na boku zwinięty w rulon, żeby było miejsce na rozłożenie wszystkich plansz "Magii i Miecza". Leży tak kilka dni, bo rozgrywka trwa tak długo, aż nasze tyłki zdecydowanie odmówią siedzenia na twardej podłodze. Dzieciaki znowu nudzą: "Mamo, zrób nam muffinki..." i wertuję swój przepiśnik z radością, bo przecież tak bardzo lubię piec... Pachnie pomarańczami, cynamonem i wanilią, nawet moja skóra pachnie świeżo upieczonym ciastem. W każdym kącie migocą świece. Jak dopisze pogoda, idziemy na spacer przewietrzyć nos i  podziwiać kolory jesieni, a liście szurają pod stopami. Uwielbiam wiatr, zwłaszcza halny, kiedy targa gałęzie brzóz za oknem i sznurki na pranie jak zwariowany harfiarz - jakże miło jest wtedy siedzieć w ciepłym kącie i trzymać w ręce ciepły kubek z herbatą... Długie wieczory aż się proszą o to, żeby wypełnić je lekturą, więc uzupełniam zapasy książek, niczym wiewiórka orzechy na zimę i jak tylko dzieciaki przyłożą głowy do poduszek, z niecierpliwością przenoszę się w inny świat. Każda pora roku ma swój urok, ale jesień jest dla mnie najcudowniejsza :-)

Czy już wspominałam, że warto robić "listy marzeń"?  Jest to świetne rozwiązanie dla tych, którzy wiecznie mają problem z wyborem prezentu dla bliskiej osoby. Dla mnie bardzo korzystne, bo kilka pozycji z zeszłorocznej listy mogę już skreślić ;-) Metalowe domki są u mnie już od dawna, ale teraz nadszedł właśnie ich czas. Główni bohaterowie jesiennych wieczorów. I mam swoje sweterkowe białe dynie - wstyd przyznać, jak długo się przymierzałam, żeby je zrobić, ale w końcu zrobiłam ;-)

A jaka jest Wasza jesień? Uściski!













17 kwietnia 2015

Cotton Balls DIY... z muliny

To będzie mój najdłuższy post ;-)

Na cottonki, czyli Cotton Ball Lights chorowałam dłuuuuugo. Jakieś półtorej roku temu próbowałam nawet zrobić sobie sama takie kule - pod ręką miałam akurat biały kordonek i lampki choinkowe. Tyle że nie umiałam poradzić sobie z koślawymi balonami, a opcja zrobienia ręcznie 30 kul (tyle było żarówek) skutecznie mnie zniechęciła.

Pierwsze cottonki wygrałam w konkursie, o czym pisałam TUTAJ . Okazały się tak wdzięcznym elementem dekoracyjnym, że co chwila zmieniały swoje położenie. Zachorowałam na drugi komplet i pomyślałam, że kiedyś muszę sobie taki sprawić. I właściwie na tym by stanęło gdyby nie zmiana kabelka w oryginalnych cottonkach - kabel nie wszędzie dostawał do kontaktu, więc wymieniłam go na LED-owe lampki na baterie z Ikei. Sęk w tym, że miały 12 żarówek, a ja 10 kul. Stwierdziłam że dorobię sobie te 2 kule... z muliny.




Sądziłam, że temat cotton balls jest już passe na blogach, a tu okazuje się, że wcale nie. Widzę, że wiele osób marzy jeszcze o tych niepozornych kuleczkach, które robią tyle zamieszania. Głównie dla nich zamieszczam moje DIY - zanim kupicie oryginalny komplet, zróbcie sobie swoje :-)

Potrzebne materiały:
- mulina (najtańsza, ja użyłam Ariadny)
- klej wikol lub magic
- balony
- łańcuch LED-owy
- niezbyt gęsty krochmal




1.

Mulina, z której zrobimy nasze cottonki, daje szerokie pole do popisu - wystarczy zajrzeć do pasmanterii i zobaczyć, ile odcieni ma każdy kolor! Obliczyłam, że wystarczy nam 1-1,5 motka muliny na każdą kulę, przy czym przy 1 motku światło przenikające przez kule będzie bardziej intensywne, przy 1,5 przygaszone. Czyli jak kto woli ;-)
Zaczynamy od rozdzielenia nitek muliny - niewtajemniczonym powiem, że każdy 8-metrowy motek ma 6 nitek. Nitki najlepiej jest rozdzielać jak na zdjęciu, wyciągając jedną nitkę - w drugiej ręce nitki będą nam się zwijać. Należy to robić z wyczuciem, żeby nam się nie zrobił kołtun. Kiedy wyciągniemy całą nitkę, nasz zwitek należy rozciągnąć na całą długość i zacząć wyciągać kolejną nitkę. Nitki nawijamy na szpulkę - ja dysponowałam akurat ogólnodostępnymi rolkami po papierze toaletowym ;-)



2.

Kolejny krok to nadmuchanie balonów - ja swoje balony kupiłam w Pepco, są w miarę okrągłe, chociaż zdarzają się koślawe i z tymi lepiej od razu dać sobie spokój, bo trudniej je okiełznać i nitka będzie nam się ślizgać. Nie przekłuwałam balonów, jak to zwykle się robi na różnych filmikach instruktażowych dostępnych w necie - zawiązywałam supełek, po wyschnięciu muliny odwiązywałam i delikatnie pomagałam mu odkleić się od kulki zapałką, po czym wyjmowałam, myłam i używałam do kolejnej kuli. Żeby balony miały taką samą wielkość, przymierzałam je do otworu szklanki. Pilnujcie, żeby z balonów nie uciekało powietrze, bo wtedy nitki nam się zmarszczą i kula nie wyjdzie!




3.

Nawijamy :-) Zauważcie, że palce, którymi nawijam nitkę na balon są cały czas mokre od kleju. Nie przejmujcie, jeśli na nitce zostanie więcej białego kleju - jak wyschnie, nie będzie widać. Przy nawijaniu cały czas pilnujemy kształtu, staramy się i żeby nitka była rozprowadzona równomiernie. Pilnujemy otworu przy supełku - jeśli będzie zbyt duży, kule będą spadać z żarówki i trzeba będzie kombinować ;-) I tym sposobem nawijamy te 6 nitek z 1 motka muliny.




4.

Moczymy dłonie w krochmalu i turlamy sobie kulę w dłoniach - krochmal dodatkowo je usztywni. I odstawiamy kule np. na kieliszek, żeby sobie schnęły.




5.

Po wyschnięciu delikatnie odwiązujemy supełek, jeśli balon nie chce się odkleić, pomagamy mu zapałką, wyjmujemy balon, myjemy go i dmuchamy ponownie.




Czy opłaca się robić samemu cottonki? 

Podliczmy, biorąc pod uwagę, że nie wszyscy mają akurat pod ręką niezbędne materiały (wyliczenia dla łańcucha z 12 kulami przy zużyciu 1 motka muliny na każdą kulę):

mulina - około 15zł
klej wikol - 6zł
balony - 3zł
łańcuch LED-owy - 10zł
czas wykonania i satysfakcja z dobrze wykonanej roboty - bezcenne

RAZEM: 34zł

W podsumowaniu - jeśli masz dużo zapału i cierpliwości, warto spróbować! :-)




Jeśli jesteście ciekawi, jak produkuje się cottonki - zobaczcie filmik na Youtube. Swoją drogą praca jak marzenie, na świeżym powietrzu, łatwa lekka i przyjemna :-)

Swoje cottonki hand made powiesiłam w przedpokoju na ażurowych drzwiczkach, które długo prosiły się o pomalowanie, aż w końcu się za nie wzięłam i zrobiłam lawendowe przecierki (zakochałam się w tej fioletowej bejcy). Potrzebowałam czegoś takiego, żeby móc w każdej chwili zmienić sobie dekorację bez konieczności wiercenia w ścianie (notabene: betonowej). Na drzwiczkach mogę umocować sobie swoje serduszka i co tam chcę w dowolnym miejscu, na dowolnej wysokości.

A "stare" oryginalne cottonki zadomowiły się na półce nad telewizorem i jest im tam bardzo dobrze ;-)

To tyle, dam Wam trochę odetchnąć od moich postów ;-) Miłego dnia!








27 lutego 2015

Rodzinne Przykazania

Odkąd się pojawił, od razu spodobał mi się trend na dekoracje w postaci liter i typografii. Chyba nie ma lepszego sposobu na wyrażenie swojej osobowości, priorytetów i upodobań. Litery wycinane z drewna, metalowe tabliczki, obrazy i plakaty, naklejki na ścianach, szyldy z cytatami, alfabety, hafty, poduszki... Nieograniczone pole do działania dla kogoś takiego jak ja ;-)

U mnie zaczęło się od umieszczania haseł i cytatów na serduszkach w technice decoupage, które już tutaj na blogu pokazywałam. Oczywiście jest wiele przedmiotów do kupienia od razu w internecie i nie ukrywam, że do kilku wzdycham szczególnie, oglądam na blogach i chciałabym kiedyś stać się posiadaczką takowych. Jednak moje skrzywienie polega na tym, że:
- albo cena lub jakość wykonania niektórych rzeczy do mnie nie przemawia,
- albo coś mi się podoba, ale nie do końca mi pasuje i nie pokrywa się z moją wizją.
Często bywa i tak, że odrzucam jakiś cytat, bo jest po angielsku czy francusku, głównie wtedy, kiedy znajduję jego odpowiednik w naszym ojczystym języku. Cóż, co za dużo to niezdrowo i jeśli tylko można, wolę napisy po polsku.

Dzisiaj wrzucam parę zdjęć mojej osobistej typografii - Rodzinne Przykazania, czy jak kto woli - House Rules. Najpierw wykonałam ręcznie obraz na płótnie, który jak się okazało kompletnie mi pasował we wnętrzu i mijał się z tym, co chciałam osiągnąć.


Potem zainspirowałam się pewną dekoracją, którą można kupić w internecie - nie kupiłam, a dlaczego - czytaj wyżej ;-). Wykonałam nadruk, uszyłam, powiesiłam, uśmiechnęłam się że to jest właśnie TO.


 Dla chcącego nie ma nic trudnego - jeśli pojawi się pomysł wykonania tego typu dekoracji we własnym zakresie, możemy skorzystać z następujących metod:
- transfer za pomocą nitro (drewno, tkanina)
- transfer za pomocą medium do transferu lub wikolu (drewno)
- nadruk cyfrowy (na tkaninach bawełnianych)
- nadruk sublimacyjny (na tkaninach poliestrowych, kubkach, magnesach)
- rysunek odręczny
- naklejki (np. na kubki)

Jest pewnie więcej metod o których ja nie wiem, w każdym razie ja te właśnie z upodobaniem stosuję ;-)

Na koniec alfabet, który wyhaftowałam dzieciakom - wierzcie mi, że coś takiego niesamowicie utrwala literki i cyferki!


21 grudnia 2014

Idąc dalej tropem czerwonego i białego....

Ten przedświąteczny okres miał wyglądać trochę inaczej - więcej zadumy, spokojne przygotowania do Świąt, poszukiwania magicznej atmosfery... Los lubi płatać figle, zostałam wyrwana z tego błogostanu i wszystko nagle szybko, szybko...

Wianek zrobiłam pierwszy raz - tyle się napatrzyłam na piękne wianki na blogach, że nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała zrobić własnego... Na szczęście miałam to i owo w domu, wianek wiklinowy kupiłam naprędce. Marzy mi się wypad na giełdę kwiatową, ale to kiedyś tam, może na wiosnę... I zaopatrzę się w pistolet do kleju, bo kleiłam klejem magic, więc trwało to dłuuugo ;-) Wianek zrobiłam tydzień temu, ale dopiero w ten weekend udało mi się pstryknąć fotki. W tygodniu wychodzę jak jest ciemno i wracam jak jest ciemno :-/

Oczywiście królują biały i czerwony!


Chyba zapiszę się na jakiś kurs florystyczny ;-)

15 listopada 2014

When my heart starts the beat...

Zaczęłam od słów piosenki Wally Lopeza, którą uwielbiam. U mnie nie ma końca jeśli chodzi o serduszka ;-)

 "You can't stop the beat when my heart starts the beat"

Serduszko mocno zmaltretowałam, przy pracy ciągle mi coś nie pasowało, ale ostatecznie zadowolił mnie widok kilku warstw odrapanej farby. Transfer był problemem, gdyż serce jest spore - 20cm - i przy zastosowaniu do transferu wikolu krzywo przykleiłam (dla niewtajemniczonych - w tym przypadku właściwie nie widzimy jak przyklejamy, robimy to "na oko"). Potem zabrałam się do pracy z medium do transferu (tutaj wszystko ładnie widzimy przy naklejaniu), ale też się bałam, czy tym razem się uda, bo powstająca błonka może się naciągnąć przy przyklejaniu. Na szczęście się udało, ufff! Serce zawisło na moim "ołtarzyku" w przedpokoju.

Przy okazji wreszcie widać, że zajmuję się nie tylko dekupażem ;-)

A tabliczki, obrazki, deseczki czy serduszka z sentencjami uwielbiam, mam nadzieję, że kiedyś dorobię się większej kolekcji.


Na blogach widzę, że w sypialniach dużo się dzieje (wnętrzarsko ;-)) - u mnie też, ale zanim coś pokażę, czekam na "gościa specjalnego", który wkrótce się pojawi żeby ożywić pokój.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...