Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metalowe domki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metalowe domki. Pokaż wszystkie posty

11 października 2018

W jesiennych klimatach

Zrywam pajęczyny porastające bloga - niech to będą moje jesienne porządki połączone ze zmianą aranżacji z okazji powitania jesieni.

Dawno mnie tutaj nie było, ale wiecie jak jest - codzienne obowiązki, praca, wyjazdy, życiowe komplikacje. Czasem trudno znaleźć na wszystko czas, zdecydowanie częściej jestem na instagramie (@wydziwianki.rudej), bo tak jest szybciej. Ale nie przekreślam bloga. Zresztą po co mam pokazywać to samo - wnętrzarsko nic szczególnego się u mnie nie zmieniło, chociaż nadal przewija się kwestia wielkiego remontu, o którym przez ostatni czas nawet nie miałam kiedy pomyśleć.

Zdążyłam wydziergać sobie nowy kocyk - w sam raz na chłodne jesienne wieczory. Tradycyjne granny squares sztuk 63, kwadraty o wielkości 18x18cm, więc pled wyszedł spory. Ozdobiony 74 małymi chwostami dla ozdoby. I zastanawiam się, czym by tu znowu zająć ręce, brakuje mi szydełkowania ;-)

Koce powyciągane, świece i latarenki ustawione - witaj moja ulubiona poro roku!


















24 października 2017

Jesień w domu i za oknem

Zawitała do nas długo oczekiwana polska złota jesień, chociaż szkoda, że na tak krótko. Jednak ciągle mam nadzieję, że powróci. Akacja za oknem ubrała się na żółto i właściwie jednocześnie zaczęła się.. rozbierać, to znaczy zrzucać liście. Czas pędzi jak szalony, zdaje się, że im bliżej końca roku, tym bardziej przyśpiesza. Korzystając z dobrego światła do zdjęć, utrwaliłam na szybko tegoroczne dekoracje. Już niedługo wyciągnę jelonki i jeszcze więcej koców i futerek. Czy Was też denerwuje i przeraża ten upływ czasu?

Zdaje się, że nie pokazywałam Wam jeszcze butelkowego świecznika z Fox Art Studio. Idealnie się wpasował w moje klimaty, jest perfekcyjnie wykonany i zachwyca oryginalnością. Udało mi się dorwać plecione pufy w Ikei (przez jakiś czas były niedostępne) - tego typu siedzisk u nas nigdy za wiele, poza tym spełniają również funkcję podnóżka. A ta piękna pilea czekała na mnie aż rok u Iwonki - zajęłam się nią troskliwie i (odpukać!) ma się u mnie całkiem nieźle, pojawiły się nawet maluszki, które pewnie na wiosnę będę rozsadzać. Pieniek przyjechał ze mną z wakacji w Pieninach w zeszłym roku. Dopiero teraz się za niego zabrałam i obdarłam go z kory ("Mamo, co ty robisz?" - pyta syn. Córka na to: "Jak to co? Nie widzisz, że go goli?" ;-)) Umęczyłam się z nim straszliwie, ale za to spaliłam sporo kalorii :-D

Fotki salonu (tudzież z dużego pokoju) musiałam zrobić również dlatego, że mam w planach kilka zmian. Uwielbiam swój narożnik, bo jest wygodny i pojemny (ma mnóstwo głębokich szuflad, które mieszczą choćby koce i poszewki), ale zaczyna rozpadać się ze starości. Pojawi się również nowy stolik kawowy (a nawet dwa!). Myślę też o zmianie dywanu. Będzie się działo ;-)
















26 stycznia 2017

Lustro w stylu rustykalnym DIY

Witam Was cieplutko po długiej przerwie - mam nadzieję, że tęskniliście :-) W końcu udało mi się pogodzić wenę z pogodą sprzyjającą robieniu zdjęć i przedstawiam Wam dzisiaj efekty mojej i męża współpracy - lustro o jakim od dawna marzyłam.

Na jesieni, jak już wiecie, zrobiłam mały remont kuchni i przedpokoju, pozbywając się przy tym ikeowskich luster naklejanych na ścianę, które już mi się całkiem opatrzyły. Doskonale wiedziałam, czego chcę zamiast nich i było pewne, że lustro zrobię sama, bo ceny gotowych były jak dla mnie za wysokie. Ale jakoś nie mogłam się zmobilizować.. A potem, jak to w życiu bywa (przynajmniej w moim!), w ostatnim tygodniu przed Świętami, w przerwach między pieczeniem ciastek postarzałam deski. Tym sposobem nie musiałam się martwić o nadmiar kalorii, które miałam spożyć przy świątecznym stole, bo ręczne szlifowanie i machanie drucianą szczotką (na przemian i kilkakrotnie!), bejcowanie i lakierowanie to była naprawdę ciężka fizyczna praca! Lustro mogło powstać wcześniej, ale dechy kupione w markecie okazały się krzywe jak diabli, co na jakiś czas zniechęciło mojego męża do jakichkolwiek prac manualnych. W końcu pojechał do tartaku, kupił towar pierwsza klasa, zbił ramę, a ja mogłam zacząć działać z obdrapywaniem, dłubaniem i niszczeniem tego, co on zrobił ;-)

Mój przedpokój jest ciemny, bardzo nieustawny, do tego dochodzi podłoga, z która na chwilę obecną nie mogę nic zrobić. Ale robię co mogę, żeby przynajmniej po części to pomieszczenie było takie, jak sobie wymarzyłam. I ogromnie mnie cieszy fakt, że wszystkie meble i dekoracje zrobiłam własnoręcznie - sama przerabiałam i malowałam wieszak, siedzisko dębowe i szafkę na buty, kolorowe dziecięce lampki przerobiłam na łańcuch świetlny z piłeczek pingpongowych, uszyłam poduszkę na siedzisko i namalowałam na niej ręcznie napis, no i blaszki oczywiście też moje! A lustro to już taka wisienka na torcie - no powiem nieskromnie, że jest piękne, nadal nie mogę się na nie napatrzeć.

Jeśli też Wam się takie marzy - działajcie śmiało!
W razie pytań jestem do dyspozycji!

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba. I do następnego...! Ściskam!

PS. Nie licząc własnej pracy, lustro kosztowało nas w granicach 80-90zł ;-)
















18 grudnia 2016

Półka kuchenna w świątecznej odsłonie

Uwielbiam okres przedświąteczny i Święta, uwielbiam dekorować dom gałązkami jodły i modrzewia, szyszkami i... blaszkami (jakże by inaczej?). I kiedy dom pachnie piernikami, jak wczoraj - piekłam kolejną porcję pierniczków, ponieważ pierwszą dekorowały dzieciaki, a drugą dekoruję ja - upajam się tym zapachem, mogłabym piec je cały rok! Stąd właśnie wzięła się moja słabość do wszelakich kosmetyków o zapachu czekolady, piernika, pomarańczy i cynamonu.

W tym roku zamarzyła mi się biało - szaro - srebrna choinka i pod tym kątem udekorowałam też kuchenną półeczkę. Uwielbiam oglądać aranżacje świąteczne z czerwienią w roli głównej, ale uznałam, że to jednak nie moja bajka. Nie mówię nie, wszak gusty się zmieniają, może kiedyś i mnie się odmieni - na razie jednak obstaję przy stonowanych i naturalnych dekoracjach.

W tym roku w końcu udało mi się stworzyć wstążkowe bombki - którymi będę Was jeszcze męczyć w kolejnych postach. Są śliczne, przyjemnie się je tworzy i jest to ciekawa alternatywa dla tych wszystkich bombek "made in China", które zalewają rynek. Długo szukałam ciekawych bombek, żeby uzupełnić swoją kolekcję i nie znalazłam nic godnego uwagi - może źle szukam, ale naprawdę nic nie skradło mi serca. Nie ma to jak stary, dobry "handmade" ;-)












3 listopada 2016

Miętowa jesień? Czemu nie?

Zazwyczaj o tej porze roku wyciągam z szafy poduchy w kolorach ziemi, z sową i jeleniem w rolach głównych. Ale jako że od wiosny nie wyleczyłam się z mięty, spróbowałam wyczarować jesienny kącik z miętowych dodatków, które rozstawione są po kątach w całym mieszkaniu. I powiem Wam, że jesień w tej wersji ogromnie mi się spodobała :-)

Ten post będzie obfitował w sporo nowości... Nadgoniłam sporo spraw, tworząc sobie listę rzeczy do zrobienia, na które zerkałam kontrolnie każdego ranka, brałam się do roboty i stopniowo odhaczałam kolejne pozycje. Jak widać ta metoda jest u mnie niezwykle skuteczna!

Jest bujak w bieli - czekał na tę chwilę od lutego i chociaż odradzaliście mi malowanie, w nowej odsłonie prezentuje się niezwykle lekko; musiałam go pomalować, zważywszy na odcień większości mebli w mieszkaniu, czyli ciemny orzech, a co za dużo to naprawdę niezdrowo...

Jest zydelek pomalowany na miętowo i mocno postarzony (też był w kolorze orzecha).

Pomalowałam również domkowe latarenki - domek kupiony w osiedlowej kwiaciarni (wcześniej w kolorze kremowobiałym) pięknie prezentuje się w miętowej odsłonie, a malutki domek z Pepco został przemalowany przez mojego męża według mojej prośby na czarny mat.

Pled z pomponami upolowałam na wyprzedaży, z czego ogromnie się cieszę, bo od dawna mi się podobał, na dodatek jest tak duży, że mogę się nim owinąć dwa razy.

Oszalałam na punkcie motywu paproci na poduszkach, musiałam mieć taką, więc po raz kolejny wykorzystałam olejek lawendowy i odbiłam przygotowany motyw na tkaninie bawełnianej. Wypustka dodała poduszce pazura.

Oczywiście w miętowej aranżacji nie mogło zabraknąć mojej miętowej blaszki w rozmiarze XXL.

Do tego wszystkiego lektura, która pozwoliła mi mocniej poczuć klimat listopadowych wieczorów, wybrana chyba intuicyjnie akurat teraz (polecam, aczkolwiek porównanie do "Pachnidła" jest mocno na wyrost).

I jak Wam się podoba?
Czy według Was kolor miętowy pasuje do jesiennych klimatów?









A tutaj bujak w całej okazałości :-)







21 października 2016

Jesienne klimaty

Jesień... W końcu mogę powiedzieć: "Mam czas..." Dla bliskich i dla siebie. Odkurzamy planszówki, dogadzamy sobie słodkościami, okopujemy się pod kocami, uzupełniamy zapasy ulubionych zimowych herbatek. Dywan leży na boku zwinięty w rulon, żeby było miejsce na rozłożenie wszystkich plansz "Magii i Miecza". Leży tak kilka dni, bo rozgrywka trwa tak długo, aż nasze tyłki zdecydowanie odmówią siedzenia na twardej podłodze. Dzieciaki znowu nudzą: "Mamo, zrób nam muffinki..." i wertuję swój przepiśnik z radością, bo przecież tak bardzo lubię piec... Pachnie pomarańczami, cynamonem i wanilią, nawet moja skóra pachnie świeżo upieczonym ciastem. W każdym kącie migocą świece. Jak dopisze pogoda, idziemy na spacer przewietrzyć nos i  podziwiać kolory jesieni, a liście szurają pod stopami. Uwielbiam wiatr, zwłaszcza halny, kiedy targa gałęzie brzóz za oknem i sznurki na pranie jak zwariowany harfiarz - jakże miło jest wtedy siedzieć w ciepłym kącie i trzymać w ręce ciepły kubek z herbatą... Długie wieczory aż się proszą o to, żeby wypełnić je lekturą, więc uzupełniam zapasy książek, niczym wiewiórka orzechy na zimę i jak tylko dzieciaki przyłożą głowy do poduszek, z niecierpliwością przenoszę się w inny świat. Każda pora roku ma swój urok, ale jesień jest dla mnie najcudowniejsza :-)

Czy już wspominałam, że warto robić "listy marzeń"?  Jest to świetne rozwiązanie dla tych, którzy wiecznie mają problem z wyborem prezentu dla bliskiej osoby. Dla mnie bardzo korzystne, bo kilka pozycji z zeszłorocznej listy mogę już skreślić ;-) Metalowe domki są u mnie już od dawna, ale teraz nadszedł właśnie ich czas. Główni bohaterowie jesiennych wieczorów. I mam swoje sweterkowe białe dynie - wstyd przyznać, jak długo się przymierzałam, żeby je zrobić, ale w końcu zrobiłam ;-)

A jaka jest Wasza jesień? Uściski!













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...