Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadalnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadalnia. Pokaż wszystkie posty

16 października 2017

Nowości w jadalni i grafiki do pobrania

Uwielbiam zmiany, żonglowanie dekoracjami, układanie aranżacji. Cieszą mnie choćby takie drobiazgi, jak nowe ramki (a w nich nowe grafiki) albo sznur lampek, który podświetli galerię zdjęć. Dzięki nim robi się klimatycznie w te coraz krótsze dni, w dodatku przeważnie pochmurne. Kontynuuję wprowadzanie leśnych klimatów, które zaczęły się od leśnej półeczki. Grafiki zrobiłam sama, jeśli macie ochotę, są niżej do pobrania :-)

Z nowości pojawił się u mnie wózek pomocniczy, o którym już rok myślałam. Z tym, że chciałam kupić turkusowy i cały czas miałam nadzieję, że gdzieś taki w końcu upoluję. Ostatecznie wzięłam czarny i nie żałuję. Odciążył trochę kuchenne szafki pękające w szwach i dzięki niemu wszystko, czego najczęściej potrzebuję, mam pod ręką. Co nie zmienia faktu, że nadal marzę o kredensie, który wszystkie moje kuchenne skarby wyeksponuje :-)












Grafiki do pobrania tutaj:





23 listopada 2016

Kilka kuchennych kadrów

W końcu nadszedł czas, by pokazać, co takiego wymyśliłam przy okazji remontu kuchni. Choć remont to może za dużo powiedziane, żadnej rewolucji niestety nie przeprowadziłam ;-) Żółte meble zostały, podłoga zresztą też - już nawet kombinowałam, żeby przykryć nielubiane kafelki białą wykładziną, jednak przewidywane koszty okazały się zbyt wysokie jak na rozwiązanie tymczasowe. To ja już zdecydowanie bardziej wolę poczekać. Pozostaje mi pogodzić się z myślą, że dopiero przyjdzie ten czas prawdziwego remontu z wymianą mebli, płytek, drzwi, podłóg i metamorfozą łazienki.

A co się zmieniło?

Zniknęła fioletowa ściana w jadalni, która po czterech latach od ostatniego remontu zaczęła mnie kłuć w oczy. Przy okazji trzeba było odświeżyć ściany w kuchni, jadalni i przedpokoju.

Galeria zdjęć na ścianie musiała zostać, ale w zupełnie nowej odsłonie. Dokładanie kolejnych obrazków było kłopotliwe, ze względu na wiercenie w betonie. Poza tym wystarczyło machnąć niechcący ręką siedząc przy stole (dzieciaki!) i obrazek lądował na podłodze. Postawiłam na znane półeczki na ramki, jak w pokoju dzieciaków - spodobało mi się, że dają duże pole do popisu, a ich możliwości aranżacyjne są nieograniczone. Ale nie pytajcie, ile trwało przekładanie ramek na półce, aż efekt mnie zadowolił ;-) Przekonała mnie do nich jeszcze jadalnia Izy, której klimatem niezmiennie się zachwycam.

Pojawiła się nowa lampa. Wymiana lampy ze starej prowizorycznej na coś porządnego wydawała się nieco kłopotliwa, bowiem to co u mnie powoduje szybsze bicie serca, niekoniecznie musi się spodobać mojemu mężowi. Ale o dziwo bardzo szybko osiągnęliśmy kompromis, choć jego nawet bardziej ciągnęło w klimaty loftowe czy retro i skłaniał się ku bardzo odważnym modelom lamp (tyle że były o wiele droższe). Musieliśmy nieco przesunąć lampę, żeby wisiała dokładnie nad stołem - kuć nie chcieliśmy, postawiliśmy na zwisający kabel zasupłany na małym haczyku.

Stół potrzebował liftingu. Renowacja stołu była koniecznością po tym, jak kiedyś nie chciało mi się wyciągać deski do prasowania i użyłam zamiast niej stołu. Co prawda podłożyłam koc, ale i tak lakier się odparzył i została mi na pamiątkę biała plama. Szlifierka poszła w ruch, odsłoniłam rysunek drewna ukryty wcześniej pod grubą warstwą bardzo ciemnej lakierobejcy, a potem delikatnie podkreśliłam go orzechową bejcą i nałożyłam lakier bezbarwny.

W jadalni zamieszkał też nowy zielony lokator, którego wycyganiłam od taty - mama się cieszy, bo dzięki mnie pozbywa się z domu kwiatków, które JEJ się nie podobają.

I jeszcze pojawiła się czarna ściana pokryta farbą tablicową - mały prostokącik między oknami, który mogę ozdabiać typografią wedle mojego widzimisię.

W podsumowaniu - rewolucji nie było, ale efekt bardzo mnie zadowolił. Brakuje jeszcze paru dodatków, ale z tym się nie śpieszy. Na razie dotarł do mnie wymarzony gazetnik od Marty, na pewno pojawią się wiszące kwietniki i wózek kuchenny - marzy mi się turkusowy, niestety Ikea wycofała ten kolor ze sprzedaży, grrr!

Dajcie znać w komentarzach co myślicie :-) Ściskam!















13 października 2016

Półka kuchenna, czyli Shelfie No.2

Pamiętacie, jak mówiłam, że brakuje mi półeczki w kuchni? Na kubeczki, na sezonowe dekoracje, na przydasie, na ozdobę...? Uśmiechnęło się do mnie szczęście w konkursie u Ady, akurat przy okazji remontu kuchni. Przyjechało to małe cudo, o wiele piękniejsze niż na zdjęciach i od razu poczułam przyjemne świerzbienie na myśl o tym, w jaki sposób ją udekoruję. Trochę się przy tym nagłowiłam, bo co tu zrobić, żeby nie korzystać z przedmiotów, które znalazły swoje miejsce w innych częściach mieszkania, dobrze się tam czują i komponują, i ani myślą o przeprowadzce. I w ostatnią sobotę, w przerwie meczu Polska - Dania, tuż po tym, jak wypiłam ostatnią kropelkę żurawinowego Redd'sa, znienacka mnie natchnęło. Aranżacja powstała w kilka minut, mojego zadowolenia nie popsuł nawet późniejszy samobój Glika ;-) Jak Wam się podoba?

Ada, dziękuję Ci bardzo, uśmiecham się dzięki Tobie ilekroć na nią patrzę.
Buziaki wielkie!















19 kwietnia 2016

Drobnostki

Umiem cieszyć się z drobnostek. Z pierdółek. Nie sądzę, żeby to była cecha wrodzona. Podejrzewam nawet, że duży wpływ na takie podejście do życia miały czasy PRL-u, co do których można sobie teraz wyrobić jako taki pogląd oglądając "Zmiennicy" czy "Alternatywy 4" (które zresztą uwielbiam). Albo może lepiej zapytać rodziców, żeby czasem Wam nie przyszło idealizować później tego okresu. Swoją drogą, ciekawe, czy komuś, kto to czyta, zdarzyło się stać w kolejce za kawą i cukrem ;-) Mnie się zdarzyło, taki ze mnie dinozaur (ale tylko metrykalnie!).

Z tęsknym westchnieniem przypomniałam sobie ostatnio te czasy, oglądając w sklepie odkurzacze. No za duży wybór, za dużo opcji! Kiedyś stało się w kolejce i brało się co akurat rzucili na sklep. Nie szkodzi, że dajmy na to czekałaś na odkurzacz, a przyszły pralki. Brało się bez gadania i cieszyło, bo miałaś szczęście, że wystarczyło dla ciebie towaru. Jeden model, ruski na dodatek; kiedy zaczęła wirować zdawało się, że zaraz w kosmos wystartuje, tyle robiła hałasu. A teraz idź do sklepu to od razu pełno dylematów - filtr taki czy taki; czy ten tańszy model to czasem nie jakiś szajs, co to od razu się zepsuje, albo czy czasem za ten droższy nie przepłacę, skoro ma podobne funkcje, co ten tańszy...

No, ale o drobnostkach miało być... O tym, jak skakałam z radości, że w sklepie pojawił się w końcu mój wymarzony imbryczek, na który sumiennie odkładałam piątaki. O tym, że znalazłam fajny przepis na gofry. Że wiosenny trawnik znowu zrobił się niebieski od szafirków i że wiosna zaskoczyła pana z kosiarą jak zima drogowców, bo na szczęście jeszcze się tam nie pojawił. Że przede mną nowe wyzwania i cele... I energii więcej, czego mi najbardziej ostatnio brakowało.

Do tego, że polubiłam markę Krasilnikoff chyba już nie trzeba nikogo przekonywać ;-) Uwielbiam łączyć te skorupki z kolorową ceramiką Mynte. Moje pierwsze zdobycze pokazywałam Wam TUTAJ i TUTAJ. Kiedy na stole robi się tak kolorowo, trudno się nie uśmiechnąć. Od razu robi się przyjemniej, a wspólny podwieczorek urasta do rangi małego święta. Dzieciaki się licytują, kto dzisiaj pierwszy wybiera kolor talerzyka (córka oczywiście oburzyła się, że nie kupiłam jeszcze różowego zestawu) i smak herbaty. Jako że nie dorobiłam się jeszcze cukierniczki do kompletu, przestałam dosładzać dzieciakom herbatę (nauczone przez babcię) i jakoś wcale się o to nie dopominają. A i mąż nie dosładza, bo nie chce mu się wstawać po cukier. Jest banan na twarzy i jest dobrze :-)













2 lipca 2015

Poduszki na krzesła w stylu vintage

Pewnie już spotkaliście się z podobnymi poduszkami na krzesło - ma je w swojej ofercie sklep lenoui.com. Ale znacie mnie - po co wydawać kasę, jak coś mogę sobie zrobić sama? Len był pod ręką, farby do tkanin też, maszynę znowu przytargałam od mamy i wzięłam się do roboty. Poduszki miały pasować do zasłonki na pralkę, którą pokazywałam w kuchennym poście. Szczerze mówiąc poduszek na krzesła nigdy dość - przy małych dzieciach zawsze może wyskoczyć jakaś plama ;-) Już po raz trzeci szyję takie poduchy i zaczynam nabierać wprawy :-)













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...