Pokazywanie postów oznaczonych etykietą renowacja krzesła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą renowacja krzesła. Pokaż wszystkie posty

3 listopada 2016

Miętowa jesień? Czemu nie?

Zazwyczaj o tej porze roku wyciągam z szafy poduchy w kolorach ziemi, z sową i jeleniem w rolach głównych. Ale jako że od wiosny nie wyleczyłam się z mięty, spróbowałam wyczarować jesienny kącik z miętowych dodatków, które rozstawione są po kątach w całym mieszkaniu. I powiem Wam, że jesień w tej wersji ogromnie mi się spodobała :-)

Ten post będzie obfitował w sporo nowości... Nadgoniłam sporo spraw, tworząc sobie listę rzeczy do zrobienia, na które zerkałam kontrolnie każdego ranka, brałam się do roboty i stopniowo odhaczałam kolejne pozycje. Jak widać ta metoda jest u mnie niezwykle skuteczna!

Jest bujak w bieli - czekał na tę chwilę od lutego i chociaż odradzaliście mi malowanie, w nowej odsłonie prezentuje się niezwykle lekko; musiałam go pomalować, zważywszy na odcień większości mebli w mieszkaniu, czyli ciemny orzech, a co za dużo to naprawdę niezdrowo...

Jest zydelek pomalowany na miętowo i mocno postarzony (też był w kolorze orzecha).

Pomalowałam również domkowe latarenki - domek kupiony w osiedlowej kwiaciarni (wcześniej w kolorze kremowobiałym) pięknie prezentuje się w miętowej odsłonie, a malutki domek z Pepco został przemalowany przez mojego męża według mojej prośby na czarny mat.

Pled z pomponami upolowałam na wyprzedaży, z czego ogromnie się cieszę, bo od dawna mi się podobał, na dodatek jest tak duży, że mogę się nim owinąć dwa razy.

Oszalałam na punkcie motywu paproci na poduszkach, musiałam mieć taką, więc po raz kolejny wykorzystałam olejek lawendowy i odbiłam przygotowany motyw na tkaninie bawełnianej. Wypustka dodała poduszce pazura.

Oczywiście w miętowej aranżacji nie mogło zabraknąć mojej miętowej blaszki w rozmiarze XXL.

Do tego wszystkiego lektura, która pozwoliła mi mocniej poczuć klimat listopadowych wieczorów, wybrana chyba intuicyjnie akurat teraz (polecam, aczkolwiek porównanie do "Pachnidła" jest mocno na wyrost).

I jak Wam się podoba?
Czy według Was kolor miętowy pasuje do jesiennych klimatów?









A tutaj bujak w całej okazałości :-)







3 listopada 2014

Kredowe love ;-)

Ha! Wiedziałam że na dłuższą metę nierealne jest dodawanie postów codziennie ;-)

Dzisiaj będzie o przygodzie z farbami kredowymi.

Oczywiście nie dowiedziałabym się o czymś takim gdyby nie moje wielkie pragnienie posiadania wymarzonego krzesła do kącika komputerowego. Otóż krzesło o którym mowa okazało się być wytworem pewnej znanej marki, a więc kosztowało sporo, około 900zł, a dla mnie taki wydatek na krzesło to przesada. Ale jak się człowiek uprze... Szukałam, szukałam i wyszukałam... używane. Nieważne, że mocno wyeksploatowane - ważne że wymarzone i 10-krotnie taniej! Nie zastanawiałam się ani chwili. Prawdę mówiąc miałam już na niego plan i dłużej zajęło mi... wybieranie odcienia farb kredowych. Marki nie zdradzę bo to nie jest post sponsorowany ;-)



To było mój pierwszy kontakt z farbami kredowymi. I jestem zauroczona. Jako maniaczka decoupage chętnie wykupiłabym wszystkie kolory - gdyby nie ta cena, ech!



Co do krzesła - prawie nie było szlifowania. Mówię "prawie", bo jednak trzeba było uzupełnić ubytki kitem do drewna i wyrównać gdzieniegdzie papierem ściernym. Malowanie to była po prostu bajka. Pierwsza warstwa (ciemniejsza) nakładała się jednak łatwiej (śliskie drewno) niż druga (jaśniejsza). Myślę że w pewnym stopniu jaśniejsza farba wpijała już w pierwszą warstwę farby. Przy szlifowaniu było trochę pyłu, ale za to jakie cudne przetarcia wyszły! Całość polakierowałam.



Ostatecznie samo malowanie kosztowało mnie około 35zł (farby są baardzo wydajne).

Reszta farby została do dekupażowych cudów. Efekty tych prac niebawem :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...