Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba tablicowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farba tablicowa. Pokaż wszystkie posty

23 listopada 2016

Kilka kuchennych kadrów

W końcu nadszedł czas, by pokazać, co takiego wymyśliłam przy okazji remontu kuchni. Choć remont to może za dużo powiedziane, żadnej rewolucji niestety nie przeprowadziłam ;-) Żółte meble zostały, podłoga zresztą też - już nawet kombinowałam, żeby przykryć nielubiane kafelki białą wykładziną, jednak przewidywane koszty okazały się zbyt wysokie jak na rozwiązanie tymczasowe. To ja już zdecydowanie bardziej wolę poczekać. Pozostaje mi pogodzić się z myślą, że dopiero przyjdzie ten czas prawdziwego remontu z wymianą mebli, płytek, drzwi, podłóg i metamorfozą łazienki.

A co się zmieniło?

Zniknęła fioletowa ściana w jadalni, która po czterech latach od ostatniego remontu zaczęła mnie kłuć w oczy. Przy okazji trzeba było odświeżyć ściany w kuchni, jadalni i przedpokoju.

Galeria zdjęć na ścianie musiała zostać, ale w zupełnie nowej odsłonie. Dokładanie kolejnych obrazków było kłopotliwe, ze względu na wiercenie w betonie. Poza tym wystarczyło machnąć niechcący ręką siedząc przy stole (dzieciaki!) i obrazek lądował na podłodze. Postawiłam na znane półeczki na ramki, jak w pokoju dzieciaków - spodobało mi się, że dają duże pole do popisu, a ich możliwości aranżacyjne są nieograniczone. Ale nie pytajcie, ile trwało przekładanie ramek na półce, aż efekt mnie zadowolił ;-) Przekonała mnie do nich jeszcze jadalnia Izy, której klimatem niezmiennie się zachwycam.

Pojawiła się nowa lampa. Wymiana lampy ze starej prowizorycznej na coś porządnego wydawała się nieco kłopotliwa, bowiem to co u mnie powoduje szybsze bicie serca, niekoniecznie musi się spodobać mojemu mężowi. Ale o dziwo bardzo szybko osiągnęliśmy kompromis, choć jego nawet bardziej ciągnęło w klimaty loftowe czy retro i skłaniał się ku bardzo odważnym modelom lamp (tyle że były o wiele droższe). Musieliśmy nieco przesunąć lampę, żeby wisiała dokładnie nad stołem - kuć nie chcieliśmy, postawiliśmy na zwisający kabel zasupłany na małym haczyku.

Stół potrzebował liftingu. Renowacja stołu była koniecznością po tym, jak kiedyś nie chciało mi się wyciągać deski do prasowania i użyłam zamiast niej stołu. Co prawda podłożyłam koc, ale i tak lakier się odparzył i została mi na pamiątkę biała plama. Szlifierka poszła w ruch, odsłoniłam rysunek drewna ukryty wcześniej pod grubą warstwą bardzo ciemnej lakierobejcy, a potem delikatnie podkreśliłam go orzechową bejcą i nałożyłam lakier bezbarwny.

W jadalni zamieszkał też nowy zielony lokator, którego wycyganiłam od taty - mama się cieszy, bo dzięki mnie pozbywa się z domu kwiatków, które JEJ się nie podobają.

I jeszcze pojawiła się czarna ściana pokryta farbą tablicową - mały prostokącik między oknami, który mogę ozdabiać typografią wedle mojego widzimisię.

W podsumowaniu - rewolucji nie było, ale efekt bardzo mnie zadowolił. Brakuje jeszcze paru dodatków, ale z tym się nie śpieszy. Na razie dotarł do mnie wymarzony gazetnik od Marty, na pewno pojawią się wiszące kwietniki i wózek kuchenny - marzy mi się turkusowy, niestety Ikea wycofała ten kolor ze sprzedaży, grrr!

Dajcie znać w komentarzach co myślicie :-) Ściskam!















28 października 2016

Deski kuchenne

Czasem tak mnie nachodzi, że sięgam po blok i rysuję.. o ile gryzmolenie długopisem można tak nazwać. Nabrałam wprawy w tej dziedzinie przez cztery lata liceum podczas wielu nudnych lekcji. Dla mnie to idealny przyrząd do rysowania, być może zostało mi tak z przyzwyczajenia? Choć przydałoby się korzystać z bardziej nowoczesnych metod, nie mogę się przyzwyczaić do tableta graficznego, taka tradycjonalistka ze mnie.

Tym razem wymyśliłam sobie deseczkę z ziołami. Mam słabość do deseczek, lubię je robić i zmieniać w zależności od mojego widzimisię. Są ważnym elementem dekoracyjnym w mojej kuchni, obok pięknie wysłużonych, porysowanych, naturalnych desek do krojenia używanych na co dzień. Z czarno-białych deseczek pojawiły się już wcześniej: przelicznik kulinarny oraz przepis na cały rok. Mam kilka pomysłów na kolejne, ze stałą częstotliwością pojawiają się te pomysły w mojej głowie i domagają się, żeby ujrzeć światło dzienne. Ale czasem tak trudno się do tego zabrać, kiedy ręce są pełne roboty i nie ma kiedy...















5 stycznia 2016

Pokój dziecięcy po zmianach

Na początek dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne! Buziaki dla wszystkich, którzy zostawili ślad, szczególnie pod ostatnim postem :-)

Jakiś czas temu przedstawiłam Wam plany dotyczące metamorfozy pokoju dzieciaków i wrzuciłam Wam garść inspiracji - jeśli ktoś nie widział, zapraszam TUTAJ. I właściwie już dawno miałam zamieścić tego posta, ale skupiłam się na rzeczach związanych ze Świętami... Z nowym rokiem nadrabiam zaległości ;-)



Jaki był plan i co z tego wyszło:


1. ściany pomalować na neutralne kolory

Oj niełatwo było ukryć tę soczystą zieleń pod warstwą białej farby. Biała farba plus dzieciaki to dość ryzykowne połączenie, ale stwierdziłam, że najwyżej przybrudzenia w najbardziej narażonych na nie miejscach znowu pomaluję za jakieś pół roku ;-) Najważniejsze, że wchodząc do pokoju mogłam wreszcie odetchnąć pełną piersią - biel wizualnie powiększyła pokój, a szarość dodała pazura.

2. poprzestawiać meble tak, żeby pokój był bardziej funkcjonalny

Z pokoju pozbyliśmy się wąskiego regału Expedit, a większy regał i biurko zamieniliśmy miejscami. Efekt? Wizualnie pokój zrobił się bardziej przestronny i nie przytłaczał ogromem zabawek już od progu. Komody na ubrania zostały na swoich miejscach - w przyszłości zastąpią je pojemniejsze szafy, które pomieszczą też sporą kolekcję puzzli i gier planszowych. Miejsce na naszego małego ulubieńca też musiało się znaleźć!

3. większość maskotek oddać w dobre ręce, podobnie z zabawkami, którymi dzieciaki już się nie bawią

Najtrudniejszy punkt programu - kto ma dzieci, ten wie, o co mi chodzi. Płacz (to dzieciaki) i zgrzytanie zębów (to ja). Nagle okazuje się, że wszystkie maskotki są tymi "ulubionymi", a co do reszty zabawek - "przecież czasem się bawimy". W końcu z maskotkami jako tako poszło, kuchenka i jeździk zdecydowanie miały zostać (ustawiłam je za łóżkiem piętrowym, żeby tak nie rzucały się w oczy), a resztę trochę posegregowałam i co miało zostać, to poupychałam gdzie się da. Przy okazji przerzuciłam jakieś 10kg makulatury, wyławiając spomiędzy dziecięcych rysunków te najładniejsze.

4. znaleźć zamienniki na plastikowe kolorowe pudełka na klocki

Wykorzystałam dwie okazje, żeby sprezentować dzieciakom te fantastyczne pojemniki na lego (urodziny syna i prezenty gwiazdkowe), które idealnie wpasowały się do pokoju. Na większe klocki kupiliśmy ikeowską skrzynię na kółkach z serii Stuva - klocki zawsze są pod ręką, a przy okazji powstało fajne siedzisko; syn ma łatwiejszy dostęp do globusa, a ja moszczę się na siedzisku, kiedy syn odrabia lekcje.

5. koniecznie zmienić dywan

Przede wszystkim dlatego, że stary był już mocno wysłużony. Kupiliśmy w Ikei dywan Ullgump, tylko dlatego, że był tani - jak się nam znudzi, nie będzie żal go wymienić. Poza tym trwała promocja i te najfajniejsze sprzątnęli nam sprzed nosa.

6. zorganizować miejsce do eksponowania obrazków oraz przypinania rysunków i karteczek z zapiskami, w tym planu lekcji

I tutaj znowu pomocna była niezawodna Ikea ;-) A konkretnie kratka do upinania kwiatów Barso, której wymiar idealnie nam pasował, więc decyzja o jej zakupie zapadła błyskawicznie. Do tego półka na obrazki - dawna Ribba, obecnie Mosslanda.

7. najważniejsze - przeprowadzić remont jak najmniejszym kosztem!

Podsumujmy:

  • pojemników na lego nie doliczam do remontu, wrzucam do kategorii "prezenty", natomiast cottonki wygrałam jakiś czas temu w konkursie Cotton Ball Lights
  • farby - około 150zł
  • skrzynia na kółkach Stuva - 245zł
  • dywan Ullgump - 71zł (na promocji)
  • kratka Barso - 80zł (za dwie sztuki)
  • półki Mosslanda - 45zł
  • tkanina na pościel, poduszki, siedzisko plus wypustki - 145zł (sama szyłam)
  • firanki Lill - 15zł
  • domki Pepco (przemalowane) - 50zł za komplet (przecenione)
  • mniejszy kosz w paski House Doctor - 42zł (ten większy wygrany u Ani ze Skandynawskiej Werandy)
RAZEM: 843zł

Całkiem rozsądna kwota, można by nawet rzec, że blisko 10 razy mniejsza, niż kwota przeznaczona na metamorfozy w programie "Dorota was urządzi" ;-) Stali Podglądacze na pewno zauważą, że wiele przedmiotów widocznych na zdjęciach pojawiało się już na blogu (uszyłam girlandę i poduszki: księżyc, chmurka, gwiazdka, wyhaftowałam alfabet, zrobiłam chustecznik i blaszki z napisami, a lampki-gwiazdki wysprejował mąż), tak samo jak drzwiczki pomalowane farbą tablicową i gdyby je zebrać w jednym czasie, koszt remontu byłby nieco wyższy. Ale najważniejsze jest to, że wiele rzeczy można zrobić samemu, bez tego byłoby jeszcze drożej. Drobny przykład - zamiast zamawiać gałki do szufladek, pomalowałam gwiazdki wycięte ze sklejki (zamówione z innymi przydasiami do decoupage, a więc leżały w szufladzie) i przykleiłam je na oryginalne uchwyty.

Uff! Ale się rozpisałam! Jeśli chodzi o remonty, to w najbliższym czasie się nie zanosi ;-) Jestem bardzo zadowolona z efektu, nie uciekam już z pokoju dzieciaków z obawy, że dostanę oczopląsu. Jak widać wystarczy, że w pokoju dziecięcym pojawiają się kolorowe kredki i zabawki, więcej kolorów nie trzeba ;-)

Napiszcie koniecznie, jak Wam się podoba efekt! Ściskam!

PS. A tego uroczego szydełkowego pingwinka wygrałam w konkursie u Mileny - dziękuję raz jeszcze! :-)
















I to co tygryski lubią najbardziej ;-)











17 lipca 2015

Deska - przelicznik kulinarny

Chociaż mam już wymarzoną wagę kuchenną, pokusiłam się o zrobienie przelicznika kulinarnego (kuchennego)... na deseczce. Posłużyłam się tabelką, której używam od lat, dawno temu przepisaną odręcznie z przepiśnika mojej mamy. Deseczka ma klimat vintage tak jak lubię, a druga strona pomalowana jest farbą tablicową.

Przyznam się Wam, że ostatnio rozleniwiłam się totalnie, nic mi się nie chce. Częściej od tych moich małych wydziwianek myślę o kolejnym remoncie - przydałoby się odświeżyć salon, ale trochę mi się odechciewa, bowiem to ja raczej chwytam za wałek, poza tym wymyśliłam sobie coś, co ten remont przedłuży o ładnych parę dni :-/ A przydałoby mu się po pięciu (!) latach.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa w związku z publikacją w "Moim mieszkaniu" - fajna sprawa zobaczyć siebie i swoje prace w ulubionym miesięczniku :-)













18 czerwca 2015

Moja mała gwiazdka

Jeszcze jakieś ostatnie dekupażowe niedobitki się plątają, wrzucam jeszcze szybciutko gwiazdkę. Z jednej strony pomalowałam ją farbą tablicową, a jakże - zostało mi trochę farby, więc eksperymentuję ;-) Pomysł nieco zgapiony, przyznaję się bez bicia, że zainspirowała mnie Klaudia. Muszę przyznać, że z bokami oklejanymi różową serwetką w białe kropki trochę się namęczyłam.

Mam nadzięję, że następny post będzie już w bardziej kuchennych klimatach :-)










29 maja 2015

Co się dzieje w mojej kuchni?

Nie było mnie tutaj tydzień, a to w blogosferze niemal wieczność ;-) Dzieje się u mnie dużo, ale nie było kiedy zrobić sesji, zresztą pogoda też nie sprzyjała. Tymczasem powstała nowa deseczka kuchenna, pomalowana z jednej strony farbą tablicową. Zabrałam się również za robienie blaszek z transferem, pierwsza od początku była przeznaczona do kuchni, tak jak mi się od dłuższego czasu marzyło.

Szykuje mi się mała metamorfoza kuchni, o czym nie omieszkam wspomnieć na blogu, więc zaglądajcie, już niedługo! :-) A wcześniej pokażę jeden z prezentów od serca dla moich maluchów z okazji Dnia Dziecka. Do zobaczenia!

















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...